poniedziałek, 7 września 2020

 

Odwrócona klasa online – zmiana roli ucznia i nauczyciela

 

Wiosenna edumoc w Gdyni

tekst opublikowany na blogu Superbelfrów RP
http://www.superbelfrzy.edu.pl/glowna/wiosenna-edumoc-w-gdyni/



Jedna sofa wiosny nie czyni, ale …

Tą parafrazą znanego powiedzenia, które było tytułem wystąpienia Mirka Barcia, ambasadora Wiosny Edukacji i wicedyrektora szkoły, która przystąpiła do programu, chciałabym zacząć podsumowanie spotkania Wiosny z Edumocą w Gdyni.

Zielona Edumoc

W pięknych i gościnnych progach Gdyńskiej Akademii Filmowej 7 czerwca zazieleniło się od wiosennych koszulek przygotowanych przez organizatorów i sponsorów. Ubrali się w nie ambasadorzy Wiosny Edukacji, nauczyciele i dyrektorzy szkół WE, sprzymierzeńcy i wolontariusze. Na scenie pojawiły się oczywiście najważniejsze dla Wiosny Edukacji jej inicjatorki Oktawia Gorzeńska i Ewa Radanowicz. Opowiedziały szczerze o tym, że początki ich współpracy wcale nie były łatwe. I tę właśnie szczerość i autentyczność można było usłyszeć we wszystkich wystąpieniach.

„Bo wolność – to nie cel, lecz szansa by spełnić najpiękniejsze sny, marzenia”

Ewa Radanowicz mówiła o trudach, ale i radościach swoich podróży po całej Polsce: 26 tysięcy kilometrów, 7200 spotkanych osób, 100 000 000 refleksji. Najważniejsze z nich to dopisanie do 5 P: pewności, pasji, przestrzeni, poszukiwań i perspektyw, jeszcze dwóch P. Pierwsze to P jak pytania, które powinniśmy sobie stawiać, pozwolić na stawianie ich uczniom, od których powinniśmy zaczynać. I drugie P jak prawda. Żadna z odwiedzanych przez Ewę Radanowicz szkół nie malowała trawy na zielono, nauczyciele i rodzice mówili o swoich problemach, a także przyjmowali szczere, prawdziwe, ale często krytyczne uwagi. Te kolejne P ważne są w ustalaniu tego, co Ewa nazywa QZ, czyli inteligencją zmiany. I na koniec W jak Wiosna, ale także jak Wizja i jak Wolność. Wolność, jak w piosence Marka Grechuty, jako szansa na spełnienie najpiękniejszych marzeń.

Jedna sofa wiosny nie czyni

Wolność wiąże się z odpowiedzialnością i poszanowaniem godności innych. Mirek Barć nazwał to, co widzimy wszyscy, ale czego tak naprawdę nie dostrzegamy. „Każąc naszym uczniom siedzieć na podłodze, nie traktujemy ich podmiotowo.” Dlatego ta kanapa, jedna czy więcej, które pojawiły się w wielu szkołach Wiosny Edukacji, ma symboliczne znaczenie. Nie chodzi o mebel, chodzi o to, by uczniom dać wolność, przywrócić ich godność, traktować ich podmiotowo, zadbać o relacje. Mirek uświadomił mi swoją górą lodową, że zmiana często wydaje nam się niewidoczna, bo ona dzieje się pod powierzchnią, tam, gdzie buduje się relacje, gdzie jest miejsce na szczerą rozmowę, gdzie jest współpraca, nie zawsze łatwa, gdzie dajemy sobie wsparcie, tam rodzi się odwaga i zmiana myślenia.

Osobista droga do zmiany

Tak, jak chyba każdy z nas w Wiośnie, Karolina Domagalska, nie sądziła, że zmiana okaże się taka trudna. Karolina opowiedziała swoją bardzo osobistą drogę do zmiany, która nie zaczęła się od Wiosny, ale od niepełnosprawnego syna, dla którego Karolina zawalczyła o jak najlepszą edukację. Dla wielu z nas własne dzieci, a nawet wnuki, są tym, co sprawia, że ciągle uważamy, że warto zmianę przeprowadzić. Trudno jest być liderem, trudno poruszać innych do działania, ale jeśli połączy nas wspólna wizja, to DA SIĘ.  W dwóch szkołach Karoliny też pojawiły się sofy, ale ważniejsze od nich zmiany nastąpiły w relacjach i sposobach uczenia.

Od łączenia przedmiotów do interdyscyplinarnej konferencji

Izabella Bartol, zaczynała zmianę w szkole mieszczącej się w 3 budynkach, w których udało się ocieplić wnętrza, wprowadzić więcej spokoju i dać uczniom więcej odpowiedzialności poprzez zlikwidowanie dzwonków, wprowadzono lekcje integrujące język polski i niemiecki z zajęciami wychowawczymi, poruszając przy tym problemy przemocy i agresji.  Interdyscyplinarność stała też się hasłem zorganizowanej przez Izę konferencji o Marii Skłodowskiej-Curie. Iza patrzy na tych, których ma przed sobą, nie przejmuje tymi, którzy są za nią:, „Jeśli ktoś cię krytykuje zniechęca do działania, pomniejsza twoje zasługi, to znaczy, że jest za tobą. Ktoś, kto jest przed tobą, nie będzie chciał się odwracać, by sprawić ci przykrość.”

„Nie przyspieszysz”

Przebojem zdobyła scenę i serca widzów Natalia Bielawska, która potrafi zrobić sześć niemożliwych rzeczy tuż przed śniadaniem ( i chyba nie dlatego, że tych śniadań nie jada!). Ma 622 pomysły na lekcje polskiego ( to nazwa bloga, który prowadzi) i opowiadała o swoich zmaganiach, by nie narzucać uczniom swoich wizji i pomysłów, by dać im przestrzeń i swobodę w decydowaniu o tym, czego i jak będą się uczyć, by pozwolić im na odmowę, by dać sobie i im czas. „Nie przyspieszysz” stało się już naszym wspólnym zawołaniem. To, do czego nas Natalia, próbowała przekonać pokazując swój magiczny wisiorek w kształcie palca, to powstrzymywanie się przed oceną. Opowiadała o tym, jakie to jest „cholernie trudne”, ale też jakie to jest ważne. Mnie jeszcze przekonała metafora z lupą, o której opowiedziała Natalia. Jeśli chcemy zobaczyć zmiany, trzeba odłożyć lupę, odsunąć się, zmienić perspektywę. Zmiany mogą być niedostrzegalne na pierwszy rzut oka, ale to nie znaczy, że ich nie ma. Natalia powoli przekonuje też do siebie nauczycieli ze swojej szkoły, poprzez swoją życzliwość, zniewalający uśmiech i autoironię.

Zmiana zrodzona z pasji

Pasja to kolejne z 5 P, które przebijało się przez wystąpienia ambasadorów. Wszystkich nas chyba łączy pasja do uczenia i uczenia się. Pasja do teatru stoi za działaniami, które opisywała Iza Jaskólska. Gdyby nie jej pasja pewnie nie udałoby się jej stworzyć Klubu Kreatywnego Nauczyciela, przeprowadzić niezwykłych spotkań, które sprawiły, że pomiędzy nauczycielami nawiązały się relacje, umożliwiające kolejne projekty i zmiany. Ważnym P dla Izy jest również przestrzeń, taka, która pozwala na spotkania, tworzy relacje i wyzwala kreatywność.

Pasja cyfrowa

Pasją Beaty Chojnowskiej – Gąsiorek jest TiK. W technologiach odkryła sposób na dzielenie się swoją wiedzą i umiejętnościami, a dzieląc zyskała pewność siebie. Poprzez technologie realizuje ciekawe projekty, których celem nie jest technologia sama w sobie, ale stoją za nimi akcje społeczne, integrowanie się różnych środowisk. Beata dzieli się swoją radością, entuzjazmem i chęcią działania, pokazuje jak przełamać swoje słabości i lęki przed technologią. 

Mam tę MOC

Gosia Buszman, również ma tę technologiczną moc i opowiada o tym, jak dzięki Wiośnie Edukacji rozszerza swoją strefę komfortu, podejmuje wyzwania, spotyka inspirujące osoby i inspiruje innych. Podczas tego roku z Wiosną, Gosia stała się vlogerką i youtuberką, ekspertem od lekcji na Skyp’ie. Świat uczniów i nauczycieli rozszerza, zabierając ich to na wulkan, to na spotkanie z amerykańskim weteranem II wojny światowej, podążając za własną pasją i zainteresowaniami uczniów. Jej historia mówi o tym, że nauczyciel ma wpływ, że każdy z nas decyduje o sobie i może wpływać na innych.

W edukacyjnej łodzi

Również Asia Krzemińska, Zakręcony belfer prowadzący blog polonistyczny, pokazuje, że wychowawca może mieć wpływ również na rodziców.  Ma wiele pasji, pomysłów na lekcje, sukcesów, w tym zorganizowanie konferencji Mozaika Edukacyjna w Łodzi, tym razem chciała jednak z nami podzielić się tym, jak można zadbać o relacje z rodzicami. To było oczywiście wyzwanie, przed którym stanęła Asia, dostając w tym roku klasę z etykietką „trudni rodzice”. Kluczem do relacji z rodzicami stało się zrozumienie, że szkoła i dom, mają jeden wspólny cel, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa. Kolejną ważną potrzebą, o której szkoła nie może zapominać są relacje i poczucie własnej wartości. Stąd pomysły Asi na trójstronne spotkania z rodzicami (wury, od W- wychowawca, U- uczeń, R- rodzic), na których podkreślane były mocne strony ucznia, zabawy integracyjne dla uczniów i rodziców – pokoje zagadek, lekcje dla rodziców z zamianą ról – rodzice uczeni przez swoje dzieci programowania, wycieczki będące  mini projektami, lekcje otwarte.

„Więc nie dojdziecie nad brzeg morza, co będzie brzegiem tej wędrówki” (Grechuta)

Kolejne obrazowe porównania zmiany pojawiły się w wystąpieniach ambasadorów i Oktawii Gorzeńskiej. Zmiana jako podróż, droga, wspinaczka górska.

Podróż edukacyjna

Ania Leszczyńska wspomniała o książce Coelho „Pielgrzym”, która była dla niej inspiracją do podróży osobistych, do uczniowskich wymian, podróży wirtualnych z National Geographic, podróży za pomocą Skype ‘a, ale też podróży w głąb siebie – poszukiwania w sobie, uczniach tego, co ważne, wartościowe, trudne. Opowiadała o sztuce poszukiwania inspiracji, o tym, że inspiracją stać może się wszystko. Od małej rzeczy może zacząć się wielka podróż, a z każdą porażkę da się przekuć w sukces.

Dorota Kujawa- Weinke opowiadała o drodze, czasem błotnistej i wyboistej, o tym, że często inni rzucają nam kamienie pod nogi, o swojej drodze poszukiwania wsparcia w kuratorium, w samorządzie, we własnej szkole. O tym, że cały czas jesteśmy w drodze, jesteśmy w zmianie i należy w tej drodze mimo przeszkód wytrwać i liczyć na to, że inni pójdą za nami. Na koniec zaprosiła nas Dorota, do tańca w zwolnionym tempie, który też mógł nas natchnąć tą myślą, by zatrzymać się w tym pędzie, zwolnić, zastanowić nad sobą, celem naszej wędrówki.

„Każda zmiana jest trudna na początku, burzliwa w trakcie i cudowna na końcu” R. Sharma

Martyna Tarnowska porównała proces zmiany do wspinaczki górskiej, do zdobywania kolejnych szczytów, do trudów i niebezpieczeństw, a także niepewności, która czeka nas po drodze. Pokazała konsekwencję, wytrwałość, odwagę i pewność, którą musiała się wykazać, by odrzucić podręczniki i tradycyjne sposoby nauczania i wprowadzać pedagogikę Freineta. Wiosna Edukacji stawia na jej drodze kolejne szczyty – inspirowanie innych, pokazywanie szerszej rzeszy nauczycieli, że to działa.

Problemy częścią naszego planu

Oktawia Gorzeńska pokazywała, że możemy wybierać różne drogi, egzotyczne i intrygujące drogi Kaukazu, bardziej cywilizowane drogi w Bawarii, możemy budować mury albo przerzucać mosty. My mamy wpływ na to, jaką drogę wybierzemy. Nie ma jednak dróg łatwych, dlatego musimy zakładać, że trudności się pojawią i że są konieczne – problemy muszą być częścią naszego planu. Ważne, że nie idziemy naszą ścieżką sami, mamy wsparcie w sobie nawzajem, znaleźliśmy dzięki Wiośnie Edukacji sprzymierzeńców, tworzymy społeczność i ona nadal będzie się rozwijać, poszukiwać i działać, choć przed nami jeszcze nie do końca znane horyzonty. 

O społeczności  Wiosny Edukacji, o tworzonej przez nas wszystkich jednej globalnej sieci i tworzonej przez każdego z nas indywidualnej sieci współpracy mówiłam (Justyna Bober) z Joanną SzymańskąJacek Mielcarek wspomniał o sieci, w której działa, sieci etwinningu. Wspomniałyśmy też o nieobecnej Agacie Baj tworzącej liczną grupę na FB o nazwie Myślografia. Każde z nas działa w Wiośnie, organizując sieć współpracy ambasadorów i szkół. Naszym hasłem jest łączenie kropek, w myśl tego, że zmiana nie dzieje się sama. Musimy zacząć od siebie, ale tylko dzięki wzajemnemu zaufaniu, wsparciu, współpracy, zaangażowaniu, dzieleniu się, nastawieniu na jakość a nie ilość, powstają między nami silne więzi i rozszerza się nasza wspólna edukacyjna strefa wpływu.

Mamy tę edukacyjną moc

Ona jest w nas, nie w wiosennych koszulkach, ale pod nimi.  Nie w kanapach, ale w relacjach pomiędzy uczniami, którzy siedzą na tych sofach z Ikei czy europalet. Jest w porażkach, z których potrafimy wyjść mądrzejsi. Jest w sukcesach, którymi się dzielimy. Jest w pytaniach, które sobie stawiamy. Jest w naszych wyborach, których dokonujemy sami. W wolności, która pozwala nam „wśród mądrych ludzi żyć, widzieć dobroć w oczach ich i szczęście.”

 



 

Kochać smartfony czy ich nienawidzić?

wpis z bloga Superbelfrów RP  http://www.superbelfrzy.edu.pl/rodzicom/kochac-smartfony-czy-ich-nienawidzic/

Inspirująca grupa Superbelfrów

Nie wiem, czy ktoś zauważył moją nieobecność na blogu, ale jeśli, to spieszę wyjaśnić, że ma ona wiele wspólnego z działalnością Superbelfrów. Mianowicie zajęłam się pisaniem kursu dla Operonu, który z łatwością napisać mógłby każdy nauczyciel z tej grupy. To głównie stąd czerpałam swoje inspiracje, tu uczyłam się i poznawałam nowe aplikacje. Tu na tym blogu zaczęłam dzielić się swoją wiedzą.

Pomysł na kurs „Smartfon w ręku ucznia i nauczyciela” narodził się pewnie podczas Inspir@cji 2018, podczas wystąpienia Lecha Hojnackiego pt. „Wychowanie do życia wśród smartfonów”, w którym prelegent nawoływał, by „kochać smartfony, bo tak szybko odchodzą” i Beaty Chodackiej „Wychowawcze T(r)Iki”, pokazującej jak bardzo przydatnym urządzeniem jest telefon w klasie i poza nią.  Te wakacyjne wystąpienia dały mi argumenty i wzmocniły moje przekonanie, że smartfon może być w szkole bardzo użyteczny, tak jak jest użyteczny w życiu.

Przed wakacjami w mojej szkole trwała dyskusja na temat tego, by zakazać używania telefonu i po wakacjach temat ten powraca co jakiś czas, niestety bez pogłębionej dyskusji i refleksji. A temat jest bardzo ważny i wielowymiarowy. Również ze względu na Dzień Bezpiecznego Internetu temat smartfonów i korzystania z internetu na urządzeniach mobilnych jest ciągle bardzo aktualny. 

Wśród prelegentów w teatrze Palladium z okazji DBI pojawili się znowu Superbelfrzy z bardzo wartościowymi, ale też odmiennymi i wzajemnie uzupełniającym się wystąpieniami. Prof. Jacek Pyżalski wskazał na to, czego nie chcą dostrzec przeciwnicy technologii w szkole; ci, którzy straszą internetem innych i sami się go boją ( a niestety dużą grupę stanowią tu nauczyciele), że to nie rzecz w tym, ile czasu spędzamy online, ale jak spędzamy ten czas. Czy należymy do tych, co twórczo korzystają z internetu, czy tylko jesteśmy biernymi odbiorcami? Czy faktycznie jesteśmy online cały czas? Czy to jest pojęcie, które znaczy nadal to samo? Słuchając muzyki z internetu czy edugadek i gotując w tym samym czasie, jestem online czy offline? Kiedy mój syn łapie pokemony z kolegami i przemierza kilka kilometrów przy tej okazji, jest online czy offline? Granica nie jest taka wyraźna, prawda?

Dzień Bezpiecznego Internetu – wystąpienia superbelfrów

Ważne jest co robimy jako rodzice – czy dajemy dziecku telefon czy tablet już wtedy, kiedy siedzi na nocniku, podczas podróży samolotem, wtedy, kiedy chcemy popracować dla świętego spokoju? Czy też razem z nim serfujemy po tym świecie, pokazując gdzie są rafy, gdzie płycizny, a gdzie zbyt niebezpieczne i nie wiadomo co kryjące głębie? To samo dotyczy nauczycieli. Czy zakazujemy im telefonów, bo one służą do filmowania i nagrywania nauczycieli, bo uczniowie za ich pomocą nękają innych (tak jakby nie robili tego w realu), czy w końcu dlatego, że zamiast rozmawiać siedzą z nosem w telefonie, wymieniając się właśnie wtedy zdjęciami, memami czy wiadomościami?  Oczywiście umiar jest pożądany, kontrola również, ale przede wszystkim potrzebna jest nam refleksja. Problemem nie jest telefon, nie jest nim internet, problemem nie są uczniowie, problemem  jest brak relacji, komunikacji i brak wzajemnego szacunku.  

Były rzecznik praw dziecka Marek Michalak mówi, że dzieci najczęściej mówią o tym, że najważniejsze jest dla nich prawo do wyrażania własnego zdania. Rzadko pozwalamy dzieciom na to, by powiedziały, co myślą, by przekonały nas do swoich racji, by mogły w ten sposób również poddać swoje poglądy autorefleksji. Zazwyczaj robimy to w dobrej wierze, sądząc, że my rodzice i nauczyciele wiemy, co jest dla naszych dzieci najlepsze. Czy rzeczywiście w tym tak zmieniającym się świecie wiemy jeszcze cokolwiek? 

Prof. Pyżalski mówi jeszcze o tym, że często zamiast pytać dzieci i młodzież, zakładamy, że my wiemy, jak jest. Mówimy, że ta młodzież jest zupełnie inna, że za naszych czasów… Tymczasem, jak podkreśla często specjalista od cyberprzemocy to pokolenie w zakresie potrzeb rozwojowych nie różni się od wcześniejszych pokoleń. Młodym ludziom ciągle potrzeba akceptacji, relacji, bycia ważnym i szanowanym. Potrzebują autonomii, wolności, zabawy, żeby wspomnieć tylko kilka podstawowych potrzeb. Internet jest tylko narzędziem do ich zaspakajania, ale najczęściej przy zdrowych relacjach, pozostaje jedynie jednym ze sposobów na realizowanie swoich pasji, uczenie się, nawiązywanie kontaktów, wyrażanie siebie czy rozrywkę.

Oczywiście to nie oznacza, że internet jest miejscem przyjaznym i całkowicie bezpiecznym. Nie jest, ale młodzi ludzie sami sobie zdają z tego sprawę. Dowodem na to jest projekt Marty Florkiewicz- Borkowskiej „Słowa krzywdzą”, za który w całości odpowiadają młodzi ludzie. Ich kampania ma pokazać innym, że to nie internet krzywdzi, tylko słowa. Nastolatki wymyślają różne akcje i działania, które pokazują jak czujemy się odbierając negatywne komentarze, jak boleć może ocenianie „po okładce”, ale też  jak można za pomocą internetu propagować dobro.

Z kolei Agnieszka Bilska na DBI opowiada o swoich już kilkuletnich próbach wprowadzenia technologii w szkole i oporze grona nauczycielskiego. Jej ciekawe eksperymenty i akcje nie zdołały jednak  przekonać nauczycieli, którzy ciągle traktują uczniów jak cyfrowych przestępców.

Linki do wystąpień:

Pierwsza część konferencji: https://www.facebook.com/bezpiecznyinternet/videos/2192507211002575/

Druga część: https://www.facebook.com/bezpiecznyinternet/videos/391607574717924/

Kto mnie inspiruje?

Agnieszka Bilska jest też osobą, która mnie inspirowała przy pisaniu kursu, ale to tylko jedna z wielu.
Także większość z tych, którzy pojawili się na edumocy czy zabrali głos w edugadkach podsumowujących rok 2018 http://edugadki.pl/odcinek-32-2-10-smackdown-czyli-25-ulubionych-narzedzi-i-metod/ : Maciej Zaród, Jacek Staniszewski – superbelfrzy prowadzący edugadki, a także stronę na FB „Zadaję z sensem”. Dorota Czech- Czerniak – specjalistka od escape roomów, Joanna Świercz – od QR kodów, Łukasz Rumiński, który na tym blogu pisał m.in., o odwróconej lekcji, Jolanta Okuniewska – między innymi Zondle, Daniel Łasiński – nauczyciel z internetów, Barbara Ostrowska – publikacja w „Sygnale” na temat efektywności zadań domowych, Joanna Waszkowska – zarażająca miłością do Flipgrida, Asia Krzemińska – zakręcona belferka z tysiącem pomysłów, Maciej Danieluk – pomysł na integrację lektury z tworzeniem gry, Przemek Staroń – profesor Snap, wykorzystujący odważnie social media, Joanna Apanasewicz – rewelacyjny thinglink „Moje tabletowe ABC”, Monika Kapuśniak, która inspirująco opowiada o thinglinku na edumocyonline  https://www.youtube.com/watch?v=rh0gSR-RSmE&feature=youtu.be, Iza Wyppich – edukacyjne inspiracje dla humanistów, Jolanta Majkowska i Zyta Czechowska – pomysły niewyczerpane, żeby wymienić tylko niektórych.
No i jeszcze Lech Mankiewicz, od którego zaczęła się moja przygoda z Superbelframi, najpierw od poznania i stosowania Khan Academy, potem przez tłumaczenia działu gramatycznego dla polskiego widza i ucznia, przez bezpośrednie spotkania i prelekcje w naszym środowisku. W moim kursie jest oczywiście sporo na temat tego, co można znaleźć na Khan Academy, jak korzystać i stosować te zasoby w praktyce szkolnej.   

Warto jeszcze powiedzieć, że bezpośrednią inspiracją do mojego szkolenia na Operonie był kurs prowadzony między innymi przez superbelfrów Joannę Krzemińską i Sylwestra Zasońskiego „Nie tylko do szuflady”, skierowany do takich osób, które mają jakieś pomysły, zainteresowania, przemyślenia, ale brakuje im odwagi czy impulsu, by zacząć pisać dla innych. Kurs ten ma kolejną swoją edycję.

Kurs „Smartfon w rękach ucznia i nauczyciela”

No i w końcu jeszcze o tym, czym jest mój kurs. Pewnie wymienienie wszystkich narzędzi i aplikacji, o których wspominam zajęłoby zbyt wiele miejsca, a nie wyczerpałoby i tak narzędzi wykorzystywanych przez superbelfrów. Generalnie staram się przybliżyć aplikacje dostępne w telefonach, na tablicy interaktywnej i różne rodzaje gier. Staram się też pokazać, że czasem alternatywą są zadania offline, wykorzystujące tablicę tradycyjną oraz gry planszowe lub karciane.  W swoim kursie podaję też linki do padletów, blogów i innych przydatnych opracowań autorstwa superbelfrów i nie tylko. Sięgam też po książki i artykuły dotyczące jasnych i ciemnych stron internetu i technologii, staram się podejść do technologii jak najbardziej obiektywnie, choć moim zdaniem jest ona bardzo przydatna i powinna mieć  właściwe sobie miejsce w szkole. Technologia nie jest jednak cudownym remedium na wszystko, internet daje nam informacje, nie wiedzę, a przewodnikami po świecie technologii muszą stać się rodzice i nauczyciele.

W moim kursie poprosiłam uczestników o wypowiedzi, jak wygląda ich osobiste korzystanie z internetu, smartfona, komputera. Jaki sprzęt mają do dyspozycji w swoich szkołach, jakie obowiązują zasady korzystania z telefonów. Prosiłam też o podzielenie się w ankiecie Google, jak oceniają swoje umiejętności technologiczne, na ile są im potrzebne w pracy w szkole, a także jakie narzędzia i aplikacje znają i stosują.

Jak do tej pory na moje pytania odpowiedziała dość reprezentatywna grupa 38 nauczycieli. 17 % ocenia swoje umiejętności związane z TIK-iem dość wysoko, w zasadzie wszyscy uważają je za potrzebne lub bardzo potrzebne w pracy nauczyciela. Wielu oczekuje nie tyle narzędzi, co inspiracji, tego, jak dane narzędzie zastosować w praktyce.
Do znanych aplikacji wśród respondentów należą dokumenty google, padlet, Kahoot czy quizziz oraz learning apps, do mniej znanych należy quizlet (najbardziej popularny wśród anglistów), programy typu mentimeter czy answer garden, flipgrid czy wheeldecide.
Okazuje się też, że uczestnicy mojego kursu niezbyt wysoko oceniają swoje umiejętności językowe, być może więc język angielski jako interfejs większości narzędzi jest barierą trudną do pokonania przez nauczycieli? Można na podstawie tych pytań powiedzieć, że grupa, z którą pracuję, jest raczej zaawansowana technologicznie. Ci, którzy wypowiadają się na forum, korzystają z internetu często, ale świadomie i refleksyjnie.
W większości szkół moich respondentów nie ma problemu z dostępnością do sprzętu i internetu. Uczniowie mają tablety lub komputery w szkole lub przynoszą swoje urządzenia mobilne, choć są też szkoły, w których stosuje się różne ograniczenia, ustalane czasem wspólnie, a czasem odgórnie, są zapisy statutowe zabraniające korzystania z telefonów, są wspólne ustalenia z rodzicami. 
Nie spotkałam się jednak w tych wypowiedziach ze szkołą, w której problem telefonów byłby rozwiązywany wspólnie z rodzicami i uczniami, choć doradzam, idąc za przykładem Doroty Kujawy- Weinke, autorki bloga inspirownia edukacyjna https://inspirowniaedukacyjna.blogspot.com/ , by zaprosić uczniów np. do debaty oksfordzkiej i dać im wypowiedzieć swoje za i przeciw.  Często bowiem uczniowie mają wiele w tej sprawie do powiedzenia i mogą nam podsunąć rozwiązania, o których my nawet nie pomyśleliśmy.

Zachęcam więc jeszcze raz do zerknięcia na ten kurs i polecania go tym, którzy wciąż „boją się” technologii albo jeszcze nie wiedzą, od czego zacząć.
Przede wszystkim jednak zachęcam nas wszystkich do pogłębionej refleksji – do czego nam ta technologia, czego szukamy w edukacji, czy czasem nie rzucamy się od jednej aplikacji do drugiej goniąc za efektem „wow”? Kochajmy smartfony, ale niech nie zasłaniają nam świata…


wtorek, 27 listopada 2018


RELACJA Z REWELACJI
W sobotę 10 listopada byłam na rewelacyjnej konferencji o relacjach. Superbelfrów godnie reprezentowali tam prof. Jacek Pyżalski jako główny ekspert i prelegent oraz Marta Florkiewicz –Borkowska, która była gościem honorowym i prowadziła swoje warsztaty. Gościem specjalnym był między innymi Jarek Szulski.
Organizatorzy to Marta Rosińska i Grzegorz Śpiewak, zarządzający DOS-ELTea, czyli niezależnym centrum rozwoju nauczycieli. Najczęściej organizują oni różne szkolenia i webinary dla anglistów, ale tym razem spotkanie było adresowane do szerszego grona nauczycieli i edukatorów. W części na żywo uczestniczyło ponad 100 osób, a poza tym można było wykupić również to szkolenie w wersji online i w ten sposób mieć dostęp do wszystkich warsztatów, których było w sumie 15 w 3 równoległych sesjach. Znalazłam się na tym płatnym szkoleniu dzięki fundacji English Teaching, która objęła konferencję swoim patronatem. Całość miała miejsce na uniwersytecie SWPS pod patronatem honorowym psychologa pani prof. dr hab. Hanny Komorowskiej.
Temat konferencji niezwykle ważny RELACJE, większość więc sesji plenarnych i warsztatów dotyczyło różnych obliczy relacji, różnych spojrzeń na relacje i też różnych sposobów na nawiązywanie relacji, ich budowania w klasie i szkole. Zgodnie z tym, co mówił Jacek Pyżalski, nauczyciele wiedzą, że relacje są ważne, że przeciwdziałanie przemocy w klasie zaczyna się od tworzenia relacji, że zespół klasowy należy zintegrować … tyle, że często to tylko piękna teoria, a z praktyką jest różnie. Dlatego swoje wystąpienie zatytułował „Ślepa uliczka, czyli jak zepsuć dobre pedagogiczne rozwiązania” i mówił też o swoich własnych błędach i porażkach, z których przecież możemy nauczyć się najwięcej, pod warunkiem, że będziemy refleksyjnymi praktykami. Główną myślą wykładu, moim zdaniem, było to, że to właśnie relacje są podstawą wszelkich przydatnych technik i metod, o których profesor tak barwnie opowiada. Najlepsze z nich, a jest ich naprawdę dużo i wiele z nich zostało przez Jacka już szeroko rozpropagowanych (słoiki z makaronem, kwiatek czy słowo na tablicy, zagadkowe pudełko, wykorzystywanie sygnałów niewerbalnych, pytanie na wyjście, zadanie na wejście, a przede wszystkim zasada pęku kluczy, czyli posiadania w swoim repertuarze wielu metod) nie będą skuteczne bez relacji.  Jeżeli relacje są dobre, mocne, oparte na podstawowych wartościach, szacunku, godności i życzliwości, to w zasadzie wszystkie metody działają. Każdą z technik można jednak skutecznie zepsuć, jeśli się nie widzi w uczniu człowieka. Często szukamy szybkich i skutecznych metod, ale to właśnie bezrefleksyjność sprawia, że stają się to działania pozorne. Gdy na przykład próbujemy przesadzać uczniów, co jest niewątpliwie dobrą metodą na to, by uczniowie się poznali, ale zrobimy to w klasie, w której już jest osoba wykluczana, to pogłębimy tylko problem. Musimy więc przede wszystkim być uważni, poznawać swoich uczniów, mieć z nimi kontakt nie tylko w klasie, ale też rozmawiać z uczniami na przerwach, wiedzieć, czym się interesują, co lubią robić w wolnym czasie, dawać im odczuć, że szanujemy ich zdanie, że traktujemy ich jako istoty myślące, które samodzielnie mogą dojść do właściwych rozwiązań. Profesor Pyżalski mówił o swojej lekcji w nieznanej mu klasie, w której oczywiście znalazł się taki uczeń, co chciał zabłysnąć przed kolegami i powiedział coś głupiego, jednak – i to jest ta mądrość wynikająca z doświadczenia i człowieczeństwa profesora – prowadzący zajęcia odniósł się do tej odpowiedzi, znajdując w niej jakiś sens. Odpowiedział, że w tym, co mówi ten uczeń, jest coś wartościowego, coś nad czym warto się pochylić. I uczeń też zaczął patrzeć na siebie inaczej i inaczej zachowywać. Ewaluacją było napisanie, co chciałbym wziąć dla siebie z tych zajęć i ten uczeń napisał: „ja to bym pana zabrał”! To świetna informacja zwrotna. Myślę, że każdy z nas chciałby wziąć Jacka Pyżalskiego ze sobą. Zastanówmy się, jak to faktycznie zrobić. Czego możemy się od profesora nauczyć, co możemy od niego przejąć dla siebie? Według mnie tę właśnie główną myśl, że to uczeń jest ważny, że każdy uczeń potrzebuje, by go zauważyć, szanować, by stawać po jego stronie.  Również to, że nie ma gotowych recept i rozwiązań, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zbiór metod jest przydatny, ale może być bezużyteczny, jeśli nie dodamy do niego relacji, psychologii, wiedzy o sobie, o innych, wiedzy o zespole. Edukowanie to proces, do którego trzeba podchodzić wolniej, głębiej i sensowniej.
Profesor Pyżalski mówił też o problemach z diagnozą, z tym, że  często źle interpretujemy zachowania uczniów, popełniając błąd zwany skrzywioną atrybucją. Nauczyciele dość często są na ten błąd narażeni i uważają, że uczeń jest złośliwy czy leniwy, śmieje się z nauczyciela, czy lekceważy go. O tym, jak bardzo może się mylić, mogły przekonać nas zajęcia gościa honorowego Rewelacji.
Warsztaty Marty Florkiewicz- Borkowskiej pozwoliły nam popatrzeć na uczniów i siebie przez pryzmat emocji. Tematem jej warsztatów była „Rola emocji w budowaniu relacji”. Mimo tego, że Marta poprowadziła warsztaty w dość trudnych warunkach dla odbiorców, których liczba do końca nie była znana, były one w sali wykładowej, więc niezbyt przychylnym wnętrzu i nagrywane, co wiązało się też z ograniczeniem ruchu osoby prowadzącej i koniecznością używania mikrofonu, to poradziła sobie znakomicie i szybko sprawiła, że obcy sobie ludzie na tyle się otworzyli, by brać udział w praktycznych aktywnościach. Marta szczegółowo opowiedziała na grupie SBRP o tych ćwiczeniach w swoim mrożącym krew live prowadzonym zza kierownicy samochodu, więc jeśli ktoś chce skorzystać z tych pomysłów, to tam znajdzie szczegółową instrukcję i osobiste refleksje.
Warsztat oparty był w zasadzie na 3 ćwiczeniach dotyczących emocji, a towarzyszyła mu prezentacja, która wyjaśniała czym jest arteterapia, jak może ona może pomóc uczniom w otwarciu się na siebie i innych ludzi, jak może pomóc budować relacje poprzez emocje. Ćwiczenia zaproponowane przez Martę można wykorzystać w różnych grupach wiekowych, od dzieci poprzez ludzi dorosłych, czego jako uczestnicy tych zajęć, jesteśmy żywym dowodem. Sami na sobie mogliśmy doświadczyć, jak trudno jest rozpoznawać emocje złożone ( na podstawie mimiki ze zdjęć ) i jak trudno też nazwać, co czujemy w danej sytuacji, bo zazwyczaj nie jest to jedna emocja, ale wiele różnych. To, co niezwykle istotne, to to by dać sobie, swoim uczniom, swoim bliskim, prawo do tego, by czuli to, co czują, nie wypierali złości, bo nie wypada się gniewać, czy smutku, bo chłopcy nie płaczą. Nie ma wszak uczuć dobrych i złych, pozytywnych i negatywnych, są tylko takie, które można nazwać przyjemnymi i nieprzyjemnymi. Każde jednak uczucie ma wartość, bo informuje nas o tym, co dla nas jest ważne, jakie potrzeby nasze są lub nie są zaspokojone. Ten wgląd w siebie i relacja z samym sobą jest niezwykle istotna i o tym też była mowa podczas innych warsztatów. Musimy najpierw zaakceptować samych siebie, być w dobrej relacji ze sobą, by potem budować relację z innymi. Jedno z doświadczeń Marty z gimnazjalistami polegało na takim mówieniu do siebie codziennie rano „fajny/a jesteś”, co dla nastolatków jest szczególnie trudne. To jednak od akceptacji siebie i swoich uczuć trzeba zaczynać.  W kolejnym zadaniu obecni na sali mieli za zadanie wczuć się w jedną wylosowaną sytuację swojego potencjalnego ucznia np. dostałeś trójkę ze sprawdzianu, zostałeś przyłapany na ściąganiu, twoja siostra jest chora, nie przespałeś nocy, bo się źle czułeś itp. I stanąć przy jednej z chmurek z napisaną nazwą uczucia, kilka chmurek było pustych dla tych, którym nie pasowało żadne z zapisanych uczuć. Potem ważnym momentem było powiedzenie w roli ucznia, co i dlaczego się czuje. Wywołało to natychmiast spontaniczne reakcje, zaskoczenie czy poczucie jedności z daną osobą. To dramowe ćwiczenie pokazało nam z jaką złożoną grupą mamy do czynienia na co dzień w klasie, z jakim bagażem przychodzą uczniowie na lekcje, ale również to, że nie jesteśmy w stanie odgadnąć, co czuje dana osoba znając tylko sytuację, bo nawet wiadomość o wakacjach w Hiszpanii, może być dla jednej osoby rozczarowaniem, a dla innej radością. Były też takie osoby, którym trudno było się zdecydować na jedno uczucie, bo czasem czuli nawet sprzeczne emocje z tego samego powodu. Zakończeniem tego zadania było „otrzepanie się z emocji” i wyjście z roli. Wtedy płynnie przeszliśmy do następnego ćwiczenia, które polegało na tym, że mieliśmy podejść do setki rozrzuconych na stole pięknych zdjęć (z zestawu Marty do fototerapii) i wybrać jedno, które od razu kojarzy nam się z wcześniej wylosowaną emocją, wrócić na miejsce, schować kartkę z uczuciem do prawej kieszeni i wymienić się bez słów zdjęciem z partnerem, po czym do tego „nowego” zdjęcia wybrać na liście uczuć tę skojarzoną ze zdjęciem emocję i schować do lewej kieszeni. Następnie każda para miała swoje zdjęcia ułożyć w formie wystawy: ze swoją nazwą uczucia na górze zdjęcia i z nazwą do zdjęcia partnera na dole. W rezultacie każde zdjęcie miało dwa podpisy od dwóch osób. Często okazywało się, że te uczucia były podobne, czy z tej samej grupy jak radość, przyjemność, zadowolenie, ale zdarzało się też, że jedno zdjęcie łączyło dwa zupełnie odmienne uczucia np. samotność i ciekawość (zdjęcie ślimaka).  I to zadanie również przekonało nas do tego, że inaczej postrzegamy coś, co obiektywnie jest takie samo, że nasze uczucia rzutują na to, jak coś widzimy i żeby stworzyć z kimś relację, trzeba rozumieć, że ta druga osoba może widzieć coś zupełnie odmiennie, że może na taką samą sytuację inaczej zareagować i żeby z kimś nawiązać więź, trzeba próbować popatrzyć na nią przez pryzmat tej osoby, jej przeżyć, jej bagażu doświadczeń. Swoją prezentację Marta zaczęła od pokazania rysunku, na którym niektórzy widzą starą kobietę, niektórzy młodą, a niektórzy obie. Po całym spotkaniu nagrodzonym szczerymi brawami, ten rysunek nabrał głębszych znaczeń dla nas. Więcej wiemy o sobie, ale też o swojej pracy, w której nie da się uciec od uczuć, relacji i refleksji.      
Poza superbelferami na pewno warto było posłuchać i obejrzeć innych prelegentów, którzy mówili o temperamencie, aktywnym słuchaniu, o tworzeniu zespołu, o pozytywnym zarządzaniu, o uważnej komunikacji i angielskim pojęciu „rapport”, czyli porozumieniu. Mowa była też o roli nauczyciela, który powinien być bardziej coachem, czy tutorem niż tym, kto przekazuje wiedzę.
Marta Rosińska na grupie facebookowej  #Rok relacji ogłosiła ten rok szkolny rokiem relacji i próbuje ze swoją ideą dotrzeć do jak największej liczby szkół, dyrektorów i nauczycieli. Oto, co organizatorzy piszą na tej stronie w powitalnym poście: „#RR, Rok Relacji w Edukacji to oddolna akcja nauczycieli i rodziców z pasją. Autorami pomysłu są Marta Rosińska i Grzegorz Śpiewak. Jej celem jest wszechstronna promocja budowania dobrych relacji w naszych szkołach oraz miejscach pracy. Chcemy wymieniać się pomysłami i scenariuszami lekcji czy warsztatów, które w praktyczny sposób pokażą, jak tworzyć i pielęgnować takie relacje w szkole i pokoju nauczycielskim czy firmie.”
Sądzę, że idea tej akcji jest też bliska wszystkim Superbelfrom. Pamiętajmy jednak słowa prof. Jacka Pyżalskiego, że relacje wymagają czasu, oddania i działania, inaczej staną się tylko wyświechtanym sloganem.

piątek, 5 października 2018

Kto na nowo powinien nauczyć się alfabetu?


Kto na nowo powinien nauczyć się alfabetu?
Miłość i lęk


W podtytule filmu „Alfabet” są dwa słowa: miłość i lęk. Pedro, pedagog z syndromem Downa, jeden z bohaterów filmu, mówi o tym, że trzeba wybierać między miłością a strachem. On wybiera miłość, ma odwagę, by mówić o swoich uczuciach, by realizować swoją pasję i nie dawać się z racji swojego upośledzenia spychać na koniec kolejki.

Każdy z nas musi dokonywać takiego wyboru. Boimy się zmiany, ale kochamy swoją pracę, kochamy swoje dzieci i boimy się o nie, chcemy się rozwijać, ale boimy się opinii innych.

Tym razem jako Przyjaciele Edukacji do Ośrodka Kultury w Sejnach 24 września z miłości do edukacji, ale i z obawą, czy znajdą się widzowie, zaprosiliśmy na projekcję filmu dokumentalnego w reżyserii Erwina Wagenhofera „Alfabet”. Zaproszenie było skierowane do wszystkich osób zainteresowanych edukacją, w tym rodziców i nauczycieli. Jednak naszymi gośćmi były głównie osoby, które uczestniczyły już w pierwszym spotkaniu z Ewą Radanowicz i podczas dyskusji wracaliśmy do tego inauguracyjnego spotkania, które jak wierzymy przeniosło nas na wyższy poziom poszukiwań.

Wiosna Edukacji w Bakałarzewie
Od pierwszego spotkania PE i Ewy Radanowicz wiele też się wydarzyło. Szkoła Podstawowa z Bakałarzewa, która była licznie reprezentowana, przystąpiła do programu Wiosna Edukacji i nie oczekuje biernie na przyjazd pani dyrektor z Radowa, ale wprowadza różne zmiany w szkole już teraz.

- Zaczęło się już po pierwszym spotkaniu z panią Ewą – mówi Marta, inicjatorka zmian w swojej szkole w Bakałarzewie. – W sklepie z używanymi meblami kupiliśmy kanapy, by w szkole zrobiło się bardziej domowo. Wiele dyskutowaliśmy i w wielu kwestiach mamy odmienne zdania, ale dzięki tym dyskusjom, niektórzy nauczyciele poczuli, że mogą się zmienić i że już dawno chcieli „coś” zrobić, tylko nie mieli odwagi.

Również uczniowie włączani są do tej dyskusji. W zeszłym roku szkolnym odpowiadali w ankietach na pytanie, co powinien zrobić twój nauczyciel, żeby być lepszy w swojej roli. Uczniowie bardzo szczerze napisali o tym, że najważniejsze są dla nich relacje. Uczniowie chcą być akceptowani, lubiani i rozumiani przez dorosłych; chcą mieć wybór i rozumieć, dlaczego mają się czegoś uczyć.

Z początkiem tego roku szkolnego i po spotkaniu szkół Wiosny Edukacji w Warszawie, w Bakałarzewie zmiany widać i słychać. W większości klas, które stają się pracowniami, a nie pomieszczeniami dla klas, ławki są ustawione inaczej niż w tradycyjne rzędy. Zmienia się wygląd tych pracowni przy współudziale uczniów. Zamilkł dzwonek, w na korytarzu pojawił się duży dworcowy zegar, półki z książkami. Uczniowie są zaciekawieni tym, co się dzieje i chętniej przychodzą do szkoły.

Czy potrzebna jest nam edukacja
Jednym z wątków filmowego „Alfabetu” była edukacja domowa, w właściwie nawet koncepcja, że można doskonale obejść się bez jakiejkolwiek edukacji. Rodzina Sternów jest przykładem tego, że jest to możliwe. Burmistrz Sejn, Arkadiusz Nowalski, jak zwykle obecny podczas spotkań PE, obawia się tak daleko idących eksperymentów, choć popiera inicjatywy oddolne rodzące się w naszym regionie. Edukacja domowa i inne alternatywne formy edukacji cieszą się coraz większym powodzeniem w Polsce, mieliśmy też wśród dyskutantów państwa Stasieło z Augustowa, którzy od kilku lat z powodzeniem i zapałem prowadzą przedszkole Montessori, ale ciągle poszukują inspiracji i ciągle się uczą. Jak dyskutowaliśmy po filmie, formy alternatywne w edukacji niewątpliwie nadają się jedynie dla nielicznych, bardzo świadomych i kompetentnych rodziców. Zdecydowanie naszym celem i celem naszej dyskusji nie było zachęcanie do takiego eksperymentowania, w takim razie czego oczekiwaliśmy?

Jakiej edukacji potrzebujemy?
Chcieliśmy, by nauczyciele i rodzice, mogli podyskutować na temat tego, co w edukacji jest ważne, na co w szkole i w domu należałoby zwracać uwagę.

Ken Robinson i w książce i w filmie „Alfabet” przytacza szokujące wyniki badań: „98% dzieci po urodzeniu ma wysokie IQ, ale po ukończeniu szkoły zaledwie 2% z nich osiąga takie same wyniki. Wszystkiemu winna jest przesadnie ustandaryzowana edukacja oparta na współzawodnictwie i wymiernych ocenach, która zabija dziecięcą kreatywność i wyobraźnię, ucząc szablonowego sposobu myślenia....". Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego edukacja zabija wyobraźnię i kreatywność? Czy możemy się jakoś bronić przed taką szkołą? Czy przez to, że będziemy rozwijać kreatywność, spadną nam wyniki nauczania? Czy rankingi są naprawdę ważne? Czy szkoła uczy czy testuje wiedzę? Czy dzieci, które będą rozwijać kreatywność, nie będą umiały rozwiązywać zadań testowych? Po co nam kreatywne dzieci? Nie lepiej produkować „maszyny do pracy”, które często tej pracy nienawidzą? Czy może raczej powinniśmy kształcić ludzi, którzy będą mogli dostosować się do bardzo dynamicznie zmieniającego się świata, będą się umieli szybko nauczyć czegoś nowego i zdobywać ciągle nowe umiejętności?

Sztuka, zabawa i pasja
Ken Robinson to autor książki „Kreatywne szkoły", w której napisał, rozwijając tezy ze swojego sławnego wystąpienia TED, że zmiana myślenia o edukacji jest nieuchronna: „Niezależnie od tego, czy jesteś uczniem, nauczycielem, rodzicem, dyrektorem placówki czy decydentem, jeśli w jakikolwiek sposób jesteś zaangażowany w edukację, możesz być częścią zmiany".

Z kolei Arno Stern, twórca paryskiego Malortu, od kilkudziesięciu lat wychowuje przez sztukę, pozwala ludziom w różnym wieku malować, gromadzi ich prace i studiuje je. Dokonał dzięki temu różnych odkryć i opracował koncepcję całkiem nowych badań. W książce „Alfabet” Arno Stern twierdzi: „zabawa jest bardzo ważna, i posunąłbym się jeszcze dalej, mówiąc, że dzieci nie powinno się pouczać, że ich życie powinno polegać na chodzeniu do Malortu, uczestniczeniu w malarskiej zabawie i na tańcu. (…). To, co dziś uważa się za przedmioty główne, nie powinno być w ogóle traktowane jako przedmiot, ale jako uzupełnienie do dziecięcych przeżyć podczas zabawy.”

Arno Stern zajął się dziećmi w sierocińcach po wojnie i właśnie z nimi zaczął rysować. A kiedy urodził się ich syn Andre, postanowili wychowywać go bez szkoły, żona Arno Sterna co prawda była nauczycielką, ale nie dawali synowi żadnych formalnych lekcji, tylko stwarzali naturalne warunki do nauki. Ważny był kontakt z naturą i sztuką, i zasada, by do niczego nie zmuszać, iść za dzieckiem, towarzyszyć mu, a nie pouczać. Tak samo Andre Stern z żoną Pauline i dziadkami wychowuje swoje dzieci. Wychowanie syna to ważna część książki „Alfabet”. Antonin otoczony miłością i troskliwością rodziców i dziadków, maluje w Malorcie, bawi się w ogrodzie, w pracowni lutniczej ojca, obserwuje występy mamy, słucha z zamiłowaniem muzyki, naśladuje ruchy dyrygenta, ale tak samo wrażliwy jest na dźwięki i ruch silników; samochodów, samolotów, odkurzacza czy pralki. Uczy się czytać z rejestracji samochodowych, wtedy, gdy go to zaczyna interesować. Jego nauka jest zabawą, a zabawa nauką.

Sternowie to ludzie wolnych zawodów, żyjący poza głównym nurtem cywilizacyjnym, mający dużo czasu i cierpliwości dla swoich dzieci. Wyróżnia ich też odwaga, by żyć inaczej. Nieco inna jest opowiedziana w książce historia żony Andre Sterna, Pauline, która była dobrą uczennicą wśród przeciętnych, przeciętną wśród dobrych i trudno jej było w szkołach odkryć swój „żywioł”. Dopiero w szkole średniej odnalazła się w teatrze szkolnym, ale nie zdecydowała się iść dalej w tym kierunku, poszła na studia, gwarantujące stabilną pracę. Tam odkryła grupę ludzi zaangażowanych w teatr i kiedy trzeba było w końcu z czegoś zrezygnować, zdecydowała się pójść za żywiołem, o którym mówi Ken Robinson w swoich wykładach i książkach.

Chcemy mądrej szkoły dla naszych dzieci
Naszymi gośćmi i uczestnikami dyskusji byli, poza nauczycielami ze szkoły w Bakłarzewie, mieszkańcy Augustowa, prowadzący przedszkole publiczne i przedszkole Montessori, a także Ambasadorka Wiosny Edukacji z Fundacji Małymi Krokami, Ewa Dańska. Tak mówi o tym, dlaczego przystąpiła do projektu Wiosna Edukacji:

„Jesteśmy zespołem edukacyjnych zapaleńców z Augustowa. Mam przyjemność być liderką tej grupy. Obecnie pracujemy nad stworzeniem "mądrej szkoły" dla naszych (i nie tylko!) dzieci. Mamy już Przedszkole Montessori w Augustowie i... spore grono rodziców, którzy zaznali smaku i jakości alternatywnej edukacji. Szukamy koncepcji szkoły, wciąż się uczymy i inspirujemy. Chciałabym nadal poznawać nowe miejsca i ludzi, by najpierw uczyć się na ich sukcesach i... błędach, a później na własnych”. Z tych powodów była również na tym spotkaniu.

Współpraca nie rywalizacja
My wszyscy jesteśmy w drodze – poszukujemy tego, co działa, obserwujemy, co nie jest najlepsze dla naszych dzieci. Nasze własne dzieci są tym, co najbardziej motywuje nas do zmiany. Chcemy, jak bohaterowie filmu „Alfabet”, by naszym dzieciom było jak najlepiej i przez to często wpadamy w pułapkę testowania, rankingów, dyplomów, ocen, rywalizacji. Takie szkoły – chińskie i niemieckie – pokazuje w filmie Erwin Wagenhofer, ale przecież i w naszych szkołach mamy do czynienia z taką presją. Bronią się przed tym i nauczyciele, i rodzice, a czasem same dzieci. Rzecz w tym jednak, by to dorośli zrozumieli, że nie musimy wcale iść tą drogą, że możemy stawiać na relacje, wzmacniać talenty, nie wymagać rzeczy niemożliwych, nie zmuszać do tego, by uczniowie byli najlepsi ze wszystkich przedmiotów. Z punktu widzenia nauki o mózgu takie podejście nie ma najmniejszego sensu. W filmie mówi o tym Gerald Hüther, niemiecki neurobiolog: „każde dziecko jest istotą zupełnie wyjątkową, a jego mózg to twór o niepowtarzalnej strukturze”, odkrycia dotyczące neuroplastyczności mózgu wskazują, że większe znaczenie niż wrodzony talent, ma to jak mózgu używamy. Niemiecki naukowiec pokazuje jak ważna w naszych umysłach jest współpraca poszczególnych części, możliwa dzięki sieci neuronalnej i porównuje ją do życia w społeczeństwie, pokazując, że znacznie więcej uzyskać możemy dzięki współpracy niż konkurencji.

Bez entuzjazmu się nie da
Gerald Hüther w swojej książce „Kim jesteśmy, a kim moglibyśmy być” napisał: "Każda z tych małych burz zachwytu prowadzi w pewnym sensie do tego, że w mózgu uruchamia się konewka z nawozem niezbędnym do procesów wzrostu i przebudowy sieci neuronalnych". Uczymy się tylko tego, co sprawia nam przyjemność, co budzi nasz entuzjazm. Jeśli wpadamy w stan zwany „flow”, czyli zapominamy, że się uczymy i że to, co robimy to ciężka praca, wtedy naprawdę się rozwijamy i jesteśmy szczęśliwymi ludźmi. Tak samo może być w szkole i tak samo w pracy. Nie musimy wykonywać nudnego czy znienawidzonego zawodu i dopiero w wolnym czasie szukać tego, co sprawia nam przyjemność. To w szkole i w pracy powinniśmy realizować swoje pasje, rozwijać swoje mocne strony. To jest możliwe, choć wymaga zmiany naszego nastawienia i wprowadzania nowych nawyków do naszego życia.

W drodze do zmiany
W naszej rozmowie inspirowanej filmem skupiliśmy się na tym, jak ważna w edukacji jest rola rodziców i nauczycieli, na tym, że trzeba poszukiwać talentów uczniów, i to nie tylko tych "akademickich", na tym, by wzbudzać i podtrzymywać entuzjazm, który jest warunkiem uczenia się, wspierać w rozwoju, ale stojąc nieco z boku, dawać przestrzeń dzieciom, refleksyjnie i odpowiedzialnie podchodzić do różnych systemów edukacyjnych i zgodnie z przesłaniem filmu - kierować się miłością, nie strachem; być tymi, którzy się zmieniają i sprawiają, że inni też chcą zmieniać.

Wszyscy powinniśmy uczyć się alfabetu na nowo.

sobota, 8 września 2018

Leśne przedszkola w Puszczy Augustowskiej?


Leśne przedszkola w Puszczy Augustowskiej i okolicach, czy to możliwe?

Jeszcze w wakacje, 29 sierpnia w OK w Sejnach, z inicjatywy SETI, odbyło się kolejne spotkanie Przyjaciół Edukacji, na którym o leśnej pedagogice opowiadał nam dr psychologii Piotr Rycielski. 

Odkrywanie wieloryba, czyli finka w ręku przedszkolaka

Opowiadał nam o swoich pierwszych doświadczeniach z edukacją leśną w Norwegii – całoroczną, więc akurat jego pierwsza wizyta miała miejsce zimą. Dzieci mimo śniegu były na dworze przez 8 godzin, bez ciepłego posiłku, bo nie można nazwać takim posiłkiem gotowanej przez nich nad ogniskiem zupy z szyszek i innych darów lasu. Mogły również ogrzać się, przytulając się do przedszkolnego psa i przebrać w drewnianej szopce – podstawowym wyposażeniem dzieci jest kilka zmian ubrań, w tym skarpetek. Do wyposażenia należy również ostra finka, której dzieci używają np. do odkrywania ukrytego w kawałku drewna wieloryba (grupa dzieci spędziła na tym zajęciu cały dzień), ale także do pozyskiwania różnych edukacyjnych materiałów czy budowy igloo, szałasów i zabawek.

Zdrowy brud z lasu

Podobnie jest w kilku przedszkolach istniejących w Polsce. Piotr Rycielski odwiedził te przedszkola przygotowując raport na ich temat i opracowując standard opiekuna leśnego przedszkola dla potrzeb MEN.
Polskie placówki potwierdzają wnioski z tych skandynawskich: dzieci nie chorują, mimo styczności z „brudem z lasu” nie ma przypadków grypy żołądkowej, wypadki zdarzają się nie częściej niż w zwykłych szkołach. Trudno jednak wytłumaczyć to pracownikom Sanepidu, które żądają sterylnych warunków. Jednak gra jest warta świeczki. Przebywanie w leśnym przedszkolu bardzo pozytywnie oddziałuje na dzieci. Następują zmiany w hierarchii grupowej, te dzieciaki do tej pory problemowe, często diagnozowane jako dzieci z ADHD, zazwyczaj świetnie sobie radzą, są najlepszymi „inżynierami” przy budowaniu tamy, przewodzą grupie, są znakomitymi organizatorami i wytrwale pracują.

Liczyć można nawet zasuszone zwierzęce kupy

W lesie potrzeby dziecka są zaspakajane a jednocześnie realizowana jest podstawa programowa. Do liczenia wykorzystuje się naturalne materiały: szyszki, patyki czy zwierzęce wysuszone kupy. To też doskonały materiał do prac plastycznych. Przedszkolaki uczą się więc nie tylko przyrody, ale wszystkich przedmiotów i kompetencji kluczowych. 

A w Puszczy Augustowskiej?

Okazuje się, że już funkcjonują takie wakacyjne przedszkola. W Augustowie Magda Śleszyńska prowadzi wakacyjne leśno-wodne przedszkole, również przy szkole Montessori organizowane są wakacyjne leśne przedszkolne turnusy. W Suwałkach istnieje punkt przedszkolny Ogródeczek inspirowany pedagogiką leśnych przedszkoli, pedagogiką waldorfską, reggio emilio i innymi. Być może powstaną następne. Na naszym spotkaniu były osoby zainteresowane tego rodzaju inicjatywami i życzymy im sukcesów w zakładaniu takich przedszkoli i powodzenia w kontaktach z Sanepidem, bo to ta instytucja ze swoimi przepisami okazuje się być największą przeszkodą.

Niech nauka pójdzie w las

Jeśli jednak nie możemy sobie pozwolić aż na tak radykalną zmianę, by przenieść nauczanie do lasu, pozwólmy uczniom naszych przedszkoli i szkół więcej czasu spędzać na zewnątrz. Mamy do tego wszak znakomite warunki: lasy, jeziora, pola i łąki; edukacyjne ścieżki w lasach państwowych, park narodowy i krajobrazowy. Korzystajmy z tego bogactwa nie tylko od święta, ale w codziennej praktyce.