piątek, 10 sierpnia 2018

Szkoła zdarza się w wakacje

Jarek Szulski „Zdarza się” i „Sor”



Tym razem chciałabym odnieść się do mojej wakacyjnej lektury, dwóch książek, które można nazwać powieściami o szkole. Jarek Szulski, ich autor, jest nauczycielem warszawskiego gimnazjum i liceum, tak, jak bohater jego książek, Miron Czarniecki.
Zainteresowałam się tymi książkami, ponieważ poznałam też ich autora jako prezentera Inspir@cji 2018, gdzie można było te książki kupić na stoisku Wydawnictwa Jacka Santorskiego. Taka rekomendacja jest zupełnie wystarczająca.
Dlaczego jednak uważam, że warto je przeczytać? Pewnie dlatego, że są to książki o szkole, ale napisane z  humorem i przymrużeniem oka. 
Zastanawiałam się dla kogo są te książki? I nie do końca wiem. Wydaje mi się, że jednak najbardziej do nauczycieli, może rodziców, ale pewnie też mogą zainteresować młodzież. Pokazują szkołę taką, jaka jest. Pokazują też rodzinę i społeczeństwo, bo szkoła nie jest bytem samym w sobie. Przede wszystkim jednak to nauczyciele mogą się w niej przejrzeć jak w krzywym zwierciadle, ale może także odnaleźć swój prawdziwy wizerunek?

Autorytet nauczyciela?

„Młodzi ludzie potrzebują Autorytetów, aby iść w tą samą stronę,
Dążyć wspólnie do wyznaczonego celu.
Gdy w jedną stronę wybiera się Duży i Mały,
Duży wskazuje kierunek, pomaga by Mały nie zabłądził.
A Mały, jak to Mały, czasem dąsa się i ucieka, czasem przechwala
A czasem trzyma dającą mu poczucie bezpieczeństwa rękę Dużego.” To słowa dedykacji dziadka Mirona, Stefana Czarneckiego, żołnierza, powstańcy i wychowawcy młodzieży.

Pierwsza część opowiada historię trzyletniego debiutu Mirona jako nauczyciela gimnazjum  z perspektywy Dużego, czyli Mirona i Małego, jego wychowanka Oskara. Tytuł „Zdarza się” to najczęściej powtarzany w opowieściach Dużego komentarz, któremu odpowiada „bywa” Oskara. „Sor” w tytule drugiej powieści to skrót od profesor. Tym razem Miron jest geografem i wychowawcą w innym gimnazjum, ale ostatecznie staje się dyrektorem Piasta – czy o dyrektorowaniu będzie część 3?

„A autorytet nauczyciela? Wydaje się Wam, że istnieje? Moim zdaniem już nie. Autorytetu nauczyciela nie ma, choć udajemy, że jest” . To słowa narratora z części II (str.42-43).  Udajemy, że mamy autorytet przez utrzymanie systemu ławek, biurka nauczyciela, ocen, ale w ten sposób mamy władzę lub złudzenie tej władzy wraz z jej wszystkimi wypaczeniami.
„Zmienia się świat, zmienić się musi nasza belferska rola. Inaczej utrwalimy jedynie ten dziwny twór, jakim coraz częściej wydaje mi się szkoła. To, co dziś może być najbardziej potrzebne młodzieży, to już nie przeogromna wiedza i autorytet, ale nauczyciel jako przewodnik, towarzysz, czasami powiernik. I to są te cechy, które pozwolą może zasłużyć nam na szacunek, miłość i prawdziwy autorytet pedagogiczny.”
W powieści mamy nauczyciela, który z jednej strony absolutnie nie jest wzorem: nałogowy palacz, nieomal alkoholik, dowcipniś, błazen, używający dosadnego języka, a z drugiej strony jest jednak autorytetem młodzieży, wrażliwcem, idealistą, pasjonatem, na pewno oddany „Maleństwom”, kreatywny i konsekwentny w realizowaniu swoich oryginalnych pomysłów.  Szalone wycieczki, biwaki, noce w szkole, spotkania w szkole i poza nią, wycieczki dla rodziców, konferencje prowadzone z rozmachem to jego najbardziej wyraziste przedsięwzięcia. Niezwykła postać; wiarygodna, dzięki wadom, których nie kryje.
A Mały, uczeń gimnazjum Oskar, pełnoprawny bohater pierwszej części – faktycznie, jak mówi się w posłowiu, podobny do Dużego, choć oczywiście różnic więcej niż podobieństw. Można sobie wyobrażać sobie jaki bywa niesympatyczny, a równocześnie współczuć karykaturalnej rodzinki. Widać jego przemianę, choć nie do końca na lepsze. Też mocno przerysowany. Warto posłuchać tego, co mówi o szkole i nauczycielach:
„Tymczasem każdego kolejnego dnia poznawaliśmy nowych belfrów. Nie było dla mnie żadną niespodzianką, że większość z nich ucieleśniała najkoszmarniejsze wizje z uczniowskich snów. Mumie, prawdopodobnie niezrealizowani frustraci. Zapowiadała się ciężki okres w moim życiu.” (I str.29)
Fizyczka o znamiennym nazwisku Żmijewska „była cyborgiem. Robotem przeznaczonym do unicestwiania dzieci.”(I str.101). Inni nauczyciele? Mało pozytywnych postaci – była dyrektor i wicedyrektorzy, nieliczni nauczyciele. Barwna postać Irenki- woźnej! Reszta, pożałowania godna. A nowy dyrektor, o znamiennym nazwisku Kopyto i jego „dobra zmiana”?!

„Bezwzględnie należy, ewentualnie zabrania się!” – karykaturalny obraz szkoły

W drugiej części mamy wspaniałe karykatury rady pedagogicznej na początku roku szkolnego (Str. 44-45)
„Była ciastka i kawa, a więc na bogato”.
W roku szkolnym ma być więcej: „ochrony ( w tym roku nikogo nie wpuszczą do szkoły, nawet uczniów, będzie spokój i będzie bezpiecznie, problem palenia w kiblach najłatwiej zlikwidować  zamykając kible) (…) , trzeba kupić nowe komputery i ich nie używać, bo się zniszczą, jak te ostatnio.”
 „Kobieta z biblioteki entuzjastycznie zaprezentowała rosnący trend wypożyczeń woluminów i cel na bieżący rok: zwiększyć wskaźnik o 0,4. Dzięki temu mamy szansę osiągnąć trzy wypożyczenia książek na głowę rocznie. Wszystkie ręce na pokład! Czułem się zmotywowany do rozwoju czytelnictwa. Bo ludzie pracują dla pieniędzy, ale dają się porwać idei!”.
(W innym miejscu  dalej o czytaniu i pomyśle jednej ze szkół – za przeczytanie książki otrzymuje się punkty, które potem można wymienić na pizzę i słodycze. Wzrosła liczba wypożyczeń książek cienkich i coraz mniej wartościowych. Po przerwaniu eksperymentu poziom czytelnictwa spadł znacznie poniżej tego, co było przed eksperymentem.”II str.240)
Dalej na radzie pedagogicznej o regulaminach i procedurach, wskaźniki, średnie…
„Mam nieodparte wrażenie, że zatracamy z pola widzenia nasz główny cel, jakim jest dobro ucznia. Bo szkoła ma służyć uczniowi. A rozbudowane procedury sprawiają, że to one stają się dla nauczycieli celem. A nie uczeń.”
Pani z kuratorium i komentarz: „kuratorium stara się rozwiązać problemy, których by nie było, gdyby nie było kuratorium”.
Dalej w treści przykład regulaminu wycieczki z komentarzem: „trzy lata łamania charakteru za publiczne pieniądze? (…) nauczycielka zintegruje klasę, owszem… ale przeciw sobie. I zaufanie zdobędzie - sukces murowany! I zbuduje autorytet - na strachu i pogardzie.(II str.137-9)  
 Najlepiej jednak w ogóle  nie jeździć na wycieczki, jak głosi ostatni punkt instrukcji dla młodego stażem nauczyciela (II str.62-63).

„I nigdy, ale to nigdy, nie wchodź do  uczniowskich toalet. Z napisów na ścianach mógłbyś zbyt dużo się o sobie dowiedzieć.” – rady dla początkujących nauczycieli

„Studia studiami, ale my belfrzy również wiemy, jak zniechęcić uczniów do siebie i pozbawić ich naturalnej ciekawości poznawania świata. To proste , oto kilka porad dla poczatkujących belfrów:”
- Idąc do klasy zmień wyraz twarzy na groźny.
- Nie odpowiadaj na „dzień dobry” („ a już broń  boże nie mów pierwszy, to w końcu Ty jesteś tu gwiazdą, nie zauważaj ich. Wkrótce będą robić podobnie, ale wtedy będziesz mógł wygłosić kazanie, jacy to są niewychowani”); spójrz z politowaniem na roześmiane nastolatki, zaraz im udowodnisz, że się nie mają z czego śmiać.
- Wchodząc do klasy przypomnij, że się zaczęła lekcja.
- Wypełnij wszystkie formalności – zajmie ci to 15 minut lekcji (sprawdzając listę obecności możesz ograniczyć się tylko do numerów).
-„Wpisz temat, dowolny, byle z podstawy programowej ( możesz wpisać „dupa, dupa, dupa” i tak nikt tego  nie przeczyta”).
- „Policz frekwencję, przyjrzyj się ocenom i na dobry początek zapytaj kilka osób z trzech ostatnich lekcji oraz z lekcji z poprzedniego roku. Przecież powinni to już umieć. Dobrze jest, zaczynając pracę z nową klasą, postawić jak najwięcej jedynek. Uczniowie muszą poznać swoje miejsce. I najważniejsze z ważnych: muszą cię darzyć szacunkiem. Czyli się bać. W pokoju nauczycielskim będziesz mógł z dumą ogłosić, że TY nie masz żadnych kłopotów wychowawczych”
- „Przeprowadź wykład, korzystając  z własnych zakurzonych notatek. Dyktuj jak najwięcej, to zajmuje czas”, robi wrażenie na wizytatorach, rodzicach.
- „Daj do przeczytania rozdział z podręcznika i zadaj sążnistą pracę domową.”
-„I uważaj, czasem uczniowie zadają pytania. To dopiero chamstwo i brak szacunku. Ale spokojnie, nie musisz na nie odpowiadać” z braku czasu, opóźnień z programem.
- „Magluj z uczniami testy od pierwszej do ostatniej lekcji. Pamiętaj rozliczany będziesz z wyników egzaminu”
- „Po dzwonku na przerwę uciekaj ile sił do pokoju nauczycielskiego, a gdyby ktoś tam, o ciebie pytał, mów, że jesteś zajęty albo że przerwa jest dla nauczyciela. Przecież gdybyś tak przegadał przerwę z uczniami, mogliby naiwnie pomyśleć, że ty tam w tej szkole jesteś dla nich.”
- „I nigdy, ale to nigdy, nie wchodź do  uczniowskich toalet. Z napisów na ścianach mógłbyś zbyt dużo się o sobie dowiedzieć.”
- Nie podawaj nr telefonu, adresu mailowego.
- Konsultacje wyznacz na siódmą rano (podczas indywidualnej rozmowy mógłbyś polubić swoich uczniów –  „A po co ci to? No może gdyby płacili ci siedem razy więcej, to co innego”
- Unikaj wycieczek.

Szkolna nuda i ciężka bezsensowna praca

Dalej w obrazie szkoły – typowa lekcja:
„Temat większości lekcji: „Nuda”. Beztrosko niszczone jest zainteresowanie otaczającym światem. Karzemy młodych za roztargnienie i brak umiejętności skupienia uwagi. I to na czym? Na szkolnej nudzie! Szkoła nie pozwala na eksperymentowanie ( w polskiej budzie nie wolno się pomylić ani uczniowi ani nauczycielowo) i popełnianie błędów. A to przecież zaniechanie powinno być karane, a nie zakończone fiaskiem próby.”  (II str.172-3)

A zadania domowe? „Ślęczący do późnej nocy nad zestawem zadań i bezproduktywnym wypełnianiem zeszytów ćwiczeń uczniowie to szkolny nonsens. Siedzą sami w swoich pokojach, wracają na nasze lekcje niewyspani i niezdolni do myślenia. Utrwalają wiedzę, nie wiedzieć po co ( i tak zapomną) zamiast uczyć się, jak ją zdobyć i wykorzystać (…). Zamiast tego [wyobraźmy sobie] kilka godzin tygodniowo w planie zajęć , podczas których uczniowie mogliby zadania domowe odrabiać razem, mając dostęp do książek, nauczycieli, internetu i do siebie nawzajem. „ str.173

A jak mogłoby być?

No tak, ale nie tylko krytyka czy karykatura, w  powieściach Jarka Szulskiego są  pozytywne wzorce, przede wszystkim dziadek Mirona, sławnego Czarnego – powstańca, wychowawcy młodzieży. Poznajemy go w części pierwszej. To on jest autorem dedykacji, która towarzyszy Mironowi w jego belferskim życiu.
W pierwszej części mamy dwóch narratorów: Dużego i Małego. W części drugiej bardziej niż na uczniach - Maleństwach, skupiamy się na życiu samego Mirona. Był ten wątek i wcześniej, szalone wakacje, relacje z siostrą, dziadek i babcia, trochę o rodzicach, kolegach. Teraz jednak dotkliwe przeżycia osobiste sprawiają, że Miron stacza się coraz bardziej, by w końcu dokonać jakiegoś przełomu w swoim życiu – jest więc go w tej książce więcej. I więcej jest przemyśleń na temat szkoły.
Większość cytatów pochodzi z drugiej części książki, choć i w pierwszej daje się znaleźć i humorystyczne obrazki i sentencje. Książka „Zdarza się”  kończy się posłowiem: „Po co nam szkoła?” W całości wartym przeczytania.  
W obu częściach mamy też oczywiście przykłady dobrych praktyk w szkole np. rytuały, w tym powitania, „kanapka z nauczyciela”, pamiętanie o urodzinach, odwiedzanie tych, co nie byli na wycieczce z upominkiem.

„W szkole może być jednak fajnie!”

Nauczyciel Miron już na pierwszą lekcję zaprasza swoich wychowanków za pomocą kartki pozostawionej w klasie z krzesełkami na przystanek autobusowy, po czym uczniowie palą w koszu uprzednio napisane wszystkie złe wspomnienia związane ze szkołą. Na jednej z lekcji wychowawczych Czarnecki przynosi papierowe serduszka i prosi uczniów o wpisywanie miłych rzeczy pod adresem właściciela podpisanego serduszka. Zamiast pytać uczniów, czy coś zrozumieli, uważa, że lepiej pytać, czy wystarczająco dobrze coś wytłumaczył,  w ten sposób pokazuje, że może być niedoskonały, otwiera się na pytania, na komunikację, na informację zwrotną. Oddaje też uczniom fizycznie klasę, nie tylko pozwalając w niej organizować urodziny i maratony filmowe, ale oddając swoje biurko i zachęcając uczniów do ustawiania ławek w dowolny sposób.

„Człowiek wykształcony powinien znać dopływy Orinoko” – czy na pewno?

Narrator stawia sobie wiele pytań,  w tym i to odwieczne pytanie nauczycieli:
„Co jakiś czas zadawałem sobie dramatyczne pytanie. Czy zrealizujemy program, czy zdążymy, a co jeśli nie, i tak dalej. Szczerze? Prawdopodobnie nie zrealizujemy.” „Człowiek wykształcony powinien znać dopływy Orinoko” i wiele innych - „rzecz w tym, że katowano mnie w ten sposób przez kilkanaście lat szkolnych. Rzecz w tym, że prawie nic z tego nie pamiętam.” (II str.180)

Pokazuje, że na lekcjach mogłoby być ciekawiej. Oto przykłady ciekawych tematów, otwierających pytań z lekcji w gimnazjum Mirona:
„Mc świat?” – czy to prawda, że nie ma wojen między krajami, w których jest McDonald’s?(ciekawe lokalizacje, menu lokalne, wielkość kubków).
„Co dzieje się z naszymi pieniędzmi?”
„Gdyby nie było armii?”
„Czy świat się kurczy?” – ile kilometrów przebyliśmy w ciągu 15 lat życia, a ile przebyli nasi dziadkowie?
„Czy Polska jest cool?” – obraz Polski kreowany przez światowe media
„Dlaczego Szymon mnie wkurza?” – pocztówki z Australii (II str.176-7)

Zwraca uwagę na to, że „podczas lekcji wszystko rozgrywa się w pierwszej minucie. „Uda się skupić  uwagę uczniów, wzbudzić emocje i wywołać refleksję, albo się nie uda” np. pokazując zdjęcie małego Nicolae Caucescu i pytając, kim był, a kim chciał zostać, gdy dorośnie? A także przyjmując z humorem odpowiedzi gimnazjalistów na pytanie o system polityczny: „Jaki system jest najlepszy? – Windows 7” (II str. 178)

„Czego mogę nauczyć Maleństwa?”

 „Jako belfer starałem się nie bojkotować  zapisu programów, raczej próbowałem w jego ramach szukać nowych metod i sposobów prowadzenia lekcji. Ale ceną za refleksję, dyskusję, za zatrzymanie się na tym, co tu i teraz wydawało mi się istotne, było niezrealizowanie całości programu. Dużo myślałem, czego mogę nauczyć Maleństwa. Co naprawdę pomoże im wieść dobre życie?”
Jedną z tych umiejętności jest samodzielność i odpowiedzialność. Przy okazji wycieczek, imprez, konferencji, ale także projektów gimnazjalnych, których karykaturalny obraz też się w książce pojawił.
 „Organizując pobyt naszych gości, wprowadziliśmy zasadę: każdy jest odpowiedzialny za realizację swojego kawałka programu, od początku do końca” – odpowiedzialność i uczenie się na błędach. „Bo można się mylić. I trzeba wyciągać wnioski. Oto jest szkoła.” (II str.184)

Zmiana myślenia o uczniach: „Przeszedłem na kolejny level. Zrozumiałem, że prawdziwa satysfakcja z zawodu nauczyciela, nie przychodzi wówczas, kiedy to ja dorosły zorganizuję coś dla moich uczniów. Prawdziwa satysfakcja jest wtedy, kiedy widzimy naszych uczniów w akcji, w odważnym zaangażowanym działaniu.” (II str. 258)

Jak zmieniać szkołę? - „musisz zacząć kopać nowy dół obok starego”

Przed takim pytaniem staje przyszły być może dyrektor. Od swojego przyjaciela słyszy, że (II str.110-111) rozmontowanie systemu jest nierealne. Rewolta sprawi, że  i tak wróci wszystko na dawne tory.
Pierwszy krok, to pokazać, że w ramach istniejącego systemu można pracować inaczej. Aby ludziom to się zaczęło mieścić w głowie. A kiedy już im się zmieści, muszą uwierzyć, że to ma sens.” „Musisz zacząć kopać nowy dół obok starego (…) a dotychczasowy zacznie się zmniejszać”.
Jednak, „co jakiś czas ogarniało mnie zwątpienie. Uparcie budził się we mnie głos polskiej oświaty wołający: nie da się! Nie da się! Musiałem go zagłuszyć. Niejednokrotnie ulegałem wrażeniu, że moja pewność siebie ociera się o arogancję. I że przyjdzie czas na lekcję pokory, potrzebną, choć bolesną.” (II str.251).
Jedną lekcją pokory była utrata pracy po trzech latach debiutu jako wychowawcy. Inne ciężkie próby to donosy, zazdrość, brak zrozumienia i akceptacji grona pedagogicznego, czasem rodziców. Najtrudniejsze, a czasem zupełnie niemożliwe jest realizowanie swoich pomysłów, gdy dyrektor ma zupełnie inny pogląd na szkołę. Oczywiście dyrektorom też nie jest łatwo:
O trudnej roli dyrektora w szkole, poza jego alienacją i samotnością:
„samorządy od niego wymagają, kuratoria kontrolują, rodzice uczniów patrzą na ręce i nierzadko przyjmują postawę roszczeniową, a dla nauczycieli i związków zawodowych ich szef jest przede wszystkim pracodawcą,  a zatem stroną ewentualnego konfliktu.” (II s.251)
Nie jest też łatwo zostać dyrektorem, co do czego też Miron się przekonał w swoim konkursie na dyrektora. „Opowiadano mi o burmistrzu, który zapytany o to, kiedy ogłosi konkurs na dyrektora szkoły, całkiem poważnie odpowiadał: Jak mam robić konkurs, skoro jeszcze nie wiem, kto ma wygrać?” (II str. 255)

Jaka ma być ta idealna szkoła?

Szkoła „daje swobodę podejmowania ryzyka, gdzie nie ma głupich pytań i właściwych odpowiedzi, która ceni lekceważących, pełnych życia, dynamicznych, zaskakujących i wesołych (…) ucząca szacunku do ludzi, nauki, wiedzy, książek i Legii Warszawa”, „zwracająca uwagę na to, co wydaje się w życiu najważniejsze: miłość i pracę. Przygotowująca do zwycięstw, a może nade wszystko do porażek.”
„Chciałbym, aby szkoła pomagała młodym w stawaniu się lepszymi ludźmi (…) całą resztę właściwie  mogłaby sobie odpuścić”  
Wartości najlepiej takie jakie obowiązują wojowników Bushido: sprawiedliwość, odwaga, życzliwość, uczciwość, prawość, honor, lojalność.  A także realizujące przykazania Leszka Kołakowskiego:
Po pierwsze przyjaciele.
A poza tym: Chcieć niezbyt wiele. Wyzwolić się z kultu młodości. Cieszyć się pięknem. Nie dbać o sławę. Wyzbyć się pożądliwości. Nie mieć pretensji do świata. Mierzyć siebie swoją własną miarą. Zrozumieć swój świat. Nie pouczać. Iść na kompromisy ze sobą i światem. Godzić się na miernotę życia. Nie szukać szczęścia. Nie wierzyć w sprawiedliwość świata. Z zasady ufać ludziom. Nie skarżyć się na życie. Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

(II str. 346 za wywiadem z Polityki)

"Szacun za szacun"

Powieść „Sor” kończy posłowie „Nie ma edukacji bez relacji”. Jest ono uzupełnieniem posłowia pierwszej części, gdzie była mowa o humanistycznej funkcji szkoły, o podmiotowym traktowaniu ucznia, o wychowaniu ludzi, którzy będą zmieniać świat.
„Szkoła to wciąż przede wszystkim miejsce spotkań człowieka z człowiekiem” (…) „Zdecydowałem całkiem świadomie budować w szkole relacje oparte na szacunku, zaufaniu i życzliwości.” Wymaga to odpowiedzialności i odwagi, ale też pokory i unikania hipokryzji.
Co więcej należy założyć, że ta relacja jest tylko na czas szkoły, że zakłada, by stać się jak najszybciej niepotrzebnym. Ale tak to jest ze wszystkimi więziami – „decyzja oswojenia niesie ryzyko łez” Saint Exupery „Mały Książę”.
Na koniec książki jeszcze 20 zasad napisanych przez autora dla siebie zatytułowanych „Szacun za szacun – jak w roli nauczyciela nie zwariować, jak czerpać dumę, radość z wykonanej pracy i uniknąć zawodowego wypalenia?”
Można je przeczytać na blogu: http://fcedu.pl/szacun-za-szacun/



wtorek, 17 lipca 2018

Lektury neurodydaktyka


Właśnie skończyłam podyplomowe studia Neurodydaktyka na WSB w Bydgoszczy, gdzie zajęcia prowadziła pani dr Marzena Żylińska.  
Te studia dla mnie to czas rozwoju, poznawania ciekawych ludzi, zmiana perspektywy w postrzeganiu szkoły  a poza tym wszystkim to mnóstwo bardzo interesujących książek do przeczytania. Część z nich przeczytałam w długiej drodze na studia, w pociągach!
Do najważniejszych na pewno trzeba zaliczyć „Neurodydaktykę” Marzeny Żylińskiej, która zbiera najistotniejszą wiedzę na temat funkcjonowania mózgu i  tego, jak w codziennej praktyce należy tę wiedzę wykorzystywać. Mówi o tym, że musimy odejść od nauczania na rzecz umożliwienia uczniom i im mózgom uczenia się. O tym, że trzeba odejść od mierzenia, testowania i oceniania, bo to nie jest nauczanie, choć wielu nauczycieli jest przekonana, że to jest właśnie istota ich pracy. Jak mówi pani dr Żylińska „Od mierzenia jeszcze nikt nie urósł, ale wielu straciło motywację”.
Na zajęciach omawialiśmy też książki Geralda Hütera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być” i napisaną wspólnie z Uli Hauser książkę „Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty”. Szczególnie lektura pierwszej była dla mnie fascynującą podróżą tłumaczącą i scalającą  moją dotychczasową wiedzę o świecie, ludziach, społeczeństwie i kulturze. Wiele po tej lekturze mi się poukładało. Okazuje się, że rzeczy, których doświadczamy, obserwując ludzi i świat, mają swoje naukowe wyjaśnienie. To, że mamy mózg społeczny, że możemy dostosować się do rozmaitych warunków życia i że to, w jakich warunkach, przyjdzie nam żyć, ma większe znaczenie niż informacja zapisana w genach, było dla mnie potwierdzeniem tego, co obserwujemy na co dzień. Choć oczywiście wiele rzeczy w tej książce było dla mnie nowe i zaskakujące, np. to, że od małp człekokształtnych nie różni nas wiele, mamy  99,5 procenta takich samych sekwencji genetycznych! A jednak różnimy się między sobą bardzo, szczególnie pod względem zdolności i talentów, o czym mówi ta druga książka Hütera i Hauser. Odkrycia dotyczące neuroplastyczności mózgu wskazują, że większe znaczenie niż wrodzony talent, ma to jak mózgu używamy. Ostatecznie „każde dziecko jest istotą zupełnie wyjątkową, a jego mózg to twór o niepowtarzalnej strukturze”.  
O tym jak odmienny jest mózg nastolatka mówi w swojej znakomitej książce Marek Kaczmarzyk, z którym mieliśmy zajęcia na neurodydaktyce. „Szkoła neuronów. O nastolatkach, kompromisach i wychowaniu” też mówi o rzeczach oczywistych, znanych nam rodzicom i nauczycielom z codzienności, ale dzięki wyjaśnieniom naukowym, niezwykle przystępnie napisanym,  zyskujemy wiedzę o tym, że nastolatki nie są takie trudne, bo tak chcą, tylko dlatego, że ich mózg jest właśnie w intensywnym okresie przebudowy. Ta wiedza pomaga przetrwać ten czas burzy i naporu. Doświadczyłam tego zaraz po lekturze książki, rzecz jasna w pociągu, po powrocie, kiedy moje dziecko oświadczyło, że nie wystąpi w szkole, choć od kilku tygodni się do tego występu przygotowywało! Na szczęście po wykładzie Marka Kaczmarzyka wiedziałam, że ten nastolatek, z którym rozmawia dziś nie jest do końca tą samą osobą, co wczoraj.
„Wypalone dzieci” Micheala Schulte- Markworta, podobnie jak film i książka „Alfabet” pokazują presję jaką narzuca świat na dzieci w szkole, w domu, a potem w pracy. Jako psychiatra dziecięcy, Marwort, podsumowuje w swojej książce wiedzę wyniesioną z praktyki lekarskiej, opisuje konkretne przypadki wśród dzieci i nastolatków, analizuje objawy i ich przyczyny oraz stawia tezę, że „objawy nie pozwalają na żadne inne rozpoznanie niż wypalenie i depresja z wyczerpania” i że to zjawisko narasta, a jego przyczyną jest świat tworzony przez nas dorosłych, świat goniący za sukcesem i osiągnięciami, oceniający i wymagający, a dzieci są tym najsłabszym ogniwem. Jako nauczycielka i matka niestety na co dzień też dostrzegam te objawy. 
„Co z tą szkołą” Joachima Bauera to mój pierwszy kontakt z neurodydaktyką, jeszcze przed studiami. Szczególnie poruszyło mnie to, co pisze Bauer o dzisiejszej szkole, różniącej się od tej, do której sami chodziliśmy, tak jak  wielu rodziców naszych uczniów, tym, że dziś „nauczyciele większą część energii poświęcają na stworzenie warunków, w których prowadzenie lekcji  w ogóle jest możliwe”, a tymczasem powinni pójść zupełnie inną drogą: postawić na relacje, budowanie więzi, odkrywać i rozwijać mocne strony ucznia, budzić wewnętrzną motywację, entuzjazm i pasję. Jak to robić wskazuje kolejna znakomita lektura. 
Napisana z punktu widzenia praktyka Pernille Ripp książka „Uczyć (się) z pasją” pozwala nauczycielowi zweryfikować poglądy na dotychczasowe sposoby i metody uczenia. Amerykańska nauczycielka opowiada o tym, jak sama zaczynała swoją pracę od metod, które wydawały jej się jedyne  słuszne, choć jej głos wewnętrzny mówił jej co innego. Gdy posłuchała tego głosu i głosu  swoich  uczniów, zmieniła swoje podejście do nauczania. Przede wszystkim oddała klasę uczniom, pozwoliła im podejmować decyzje, przejąć odpowiedzialność, przestała stawiać oceny, motywować za pomocą sytemu kija i marchewki. I radzi, by każdy z nas spróbował, a na pewno nam się uda. „W całym tym lęku, niepewności, pośród wszystkich nieprzemyślanych reform wciąż możemy patrzeć na naszych uczniów, patrzeć, jak się rozwijają.”
I jeszcze jedna pozycja, Carol Dweck „Nowa psychologia sukcesu” – niezbyt trafne tłumaczenie tytułu angielskiego „Mindset”. Autorka mówi o tym, jak ważne jest nastawienie na rozwój (growth mindset), czyli wiara w to, że każdy z nas może się rozwijać, ale najpierw musi zrozumieć, że właściwe jest to nastawienie, w którym ceni się pracę, wysiłek, w którym człowiek uczy się na błędach i rozumie, że uczenie się jest procesem. Pomaga w tym wiedza o neuroplastyczności mózgu, bo wiemy już, że mózg może się rozwijać i wzmacniać podczas nauki. Dlatego Carol Dweck stworzyła kurs dla uczniów i ich rodziców, który pokazuje jak poprzez wiedzę o mózgu, zmieniać swoje nastawienie. 
To tyle o książkach przeczytanych do tej pory. Cieszy mnie, że wiele jeszcze do przeczytania przede mną. Każda książka to kolejne odkrycia i zachwyty, chociaż nie brak i frustracji czy nawet rozgoryczenia, gdy człowiek uświadamia sobie, co robi źle i gdy nie jest pewny, czy da się z tej drogi zawrócić.



czwartek, 31 maja 2018

Edukacja jest przygodą, czyli więcej o Khan Academy


Bądź jak Kolumb, nie bój się podróży w nieznane.
To oczywiste, że nie wiesz, co odkryjesz.
Na początku podróży nikt nie wie, kim stanie się dzięki niej.
Nie bój się popełnić błędu, nie bój się zmieniać celu swojej podróży, nie bój się przeciwności.
To stawanie się odkrywcą nadaje sens naszemu życiu.
W sejneńskim Ośrodku Kultury odbyło się drugie spotkanie Przyjaciół Edukacji. Inauguracyjne spotkanie z Ewą Radanowicz przyciągnęło tłumy i pokazało jak wiele osób pragnie lepszej szkoły.
Tym razem gościliśmy również superbelfra, 
dr hab Lecha Mankiewicza, prezesa Fundacji Edukacja dla Przyszłości, czyli polskiej wersji Khan Academy.
Nauczycielom, w tym anglistom z grupy SETI (Sejny English Teacher Initiative), ale także innym zainteresowanym rodzicom i mieszkańcom naszego powiatu, opowiadał o edukacji przyszłości, która jest już dostępna dziś.
Maszyna parowa a drukarka 3D
Przełom technologiczny XXI w. to, według profesora, przełom na miarę rewolucji przemysłowej w XIX w. Swój wykład Lech Mankiewicz rozpoczął od wyświetlenia obrazu J.Turnera „Wojownik Tremeraire holowany do stoczni na złom” z 1839 z działu „Historia sztuki” na Khan Academy.
Rozbiórka znanego wielu Brytyjczykom okrętu wojennego zapowiadała koniec epoki i przedstawiała zmiany technologiczne, których wpływ na życie ówczesne okazał się niezwykle ważny.
Podobnie dzisiaj jesteśmy świadkami wielkiej rewolucji technologicznej, która zmienia nasz świat w sposób niewiarygodny i przyspieszony. Żyjemy w czasach, w których drukarki 3D mogą już wydrukować silnik helikoptera (w 75%), a roboty i komputery zastępują wielu pracowników.
Na liście 700 zawodów najbardziej zagrożonych zastąpieniem przez roboty według naukowców z Uniwersytetu Oxfordzkiego są m.in doradca kredytowy, recepcjonista, asystent prawny, taksówkarz czy sprzedawca. (https://www.polityka.pl/galerie/1645970,5,10-zawodow-najbardziej-zagrozonych-przejeciem-przez-roboty.read).
Przepustką do świata przyszłości jest edukacja, a medium, które pomaga nam studiować to, co nas pasjonuje, jest internet.
Technologia, choćby najnowocześniejsza nie jest jednak celem samym w sobie, nie jest poszukiwanym przez nas Graalem, nie jest uniwersalnym rozwiązaniem naszych problemów, jest tylko narzędziem, z którego trzeba uczyć się korzystać.
Czy tylko dla znających język angielski?
Przede wszystkim prezes Fundacji Edukacja dla Przyszłości opowiedział nam o Khan Academy http://www.khanacademy.org/ i o Courserze http://www.coursera.org/courses?languages=en&query=free, jako o platformach online oferujących dostęp do ogromnej wiedzy całkowicie za darmo.
W przypadku Coursery barierą może być nieznajomość języka angielskiego, ponieważ wśród setek kursów dostępnych po angielsku, jest tylko jeden z polskimi napisami.
Na szczęście na polskiej platformie Edukacja dla Przyszłości, materiały z amerykańskiej Khan Academy, są systematycznie tłumaczone, częściowo dzięki sponsorom, a częściowo dzięki wolontariuszom, a w zasobach jest blisko 7000 filmów – wykładów i lekcji na różne tematy.
Wiodącym przedmiotem jest matematyka, która prowadzona jest od poziomu elementarnego po uniwersytecki, a filmy z poziomu naszej szkoły są całkowicie zdubbingowane i dostępne po polsku. Umożliwia to rozpoczęcie nauki na każdym etapie również w Polsce.
Jednak język angielski pozwala na korzystanie ze wszystkich zasobów bez ograniczeń. Co więcej nauka na Khan Academy może być świetną okazją, by uczyć się angielskiego przy okazji, studiując inne treści.
Co w Khan Academy jest wyjątkowego?
Akademia założona przez Salama Khana jest największym portalem wiedzowym dostępnym na całym świecie, w Polsce też staje się coraz popularniejsza. Odnotowuje 20 tysięcy wejść na filmy na Youtube, a 3 tysiące na portal. Niedawno portal świętował 12 milionów obejrzanych filmów w Polsce.
Najpopularniejsze filmy mają kilkumilionowe wejścia, prawie 4 mln subskrybentów na świecie. Zainteresowanie rośnie w porze matur i egzaminów.
A warto też wspomnieć, że Khan Academy ma kurs do egzaminów SAT, czyli przygotowuje do amerykańskiej matury, stając się przepustką na wiele uniwersytetów.
Khan Academy live otrzymała wyróżnienie firmy Google 2018 Play Awards za najlepszy wpływ społeczny w konkursie na gry oraz aplikacje na przestrzeni ostatniego roku. To wyróżnienie mówi zarówno o jakości, jak i wzrastającej popularności portalu.
Na czym polega system nauki?
Program jest tak skonstruowany, że automatycznie pokazuje uczniowi, co może zrobić dalej, albo co powinien zrobić, jeżeli materiał jest dla niego za trudny.
Po każdej filmowej lekcji (którą można obejrzeć wielokrotnie, zatrzymać i wrócić do trudnych momentów – czego nie da się zrobić w szkole na lekcji!), następują ćwiczenia i testy.
Aby przejść test trzeba odpowiedzieć poprawnie na 5-7 pytań, do każdego z nich są jeszcze podpowiedzi i wyjaśnienia.
Dodatkowo system ma rozbudowaną formę nagród, zabawnych awatarków i odznak, pozwala też nauczycielom czy rodzicom na założenie klasy i monitorowanie postępów.
Matematyka na trójkę czy na szóstkę?
System gwarantuje, że uczący się opanuje materiał nie na trójkę, ale zawsze na ocenę najwyższą. „Bo co to znaczy, że uczeń umie dodawać czy mnożyć na trójkę?” – pyta Lech Mankiewicz. „Czy umie poprawnie zrobić co trzeci przykład? A pozostałych nie umie?”
To bardzo istotne, by uczeń każdy materiał opanował tak, by na następnych etapach mógł się posłużyć tą wiedzą czy zdobytymi umiejętnościami.
To niezwykle ważne, że uczeń, któremu ten przedmiot sprawia problemy, a matematyka jest wszak zmorą wielu polskich uczniów, może dzięki Khan Academy, wrócić do zagadnień z wcześniejszych etapów edukacji, co w szkole jest nieomal niemożliwe. Otrzyma też inne wyjaśnienie niż w szkole, co też może pozwolić na zrozumienie problemu.
Profesor Polskiej Akademii Nauk Lech Mankiewicz opowiadał o indywidualnych przypadkach osób, które dzięki nauce różnych przedmiotów uwierzyły w siebie, rozbudziły zainteresowania i nawiązały inne relacje w swojej grupie rówieśniczej.
Nie tylko matematyka
Poza matematyką Khan Academy to bogaty materiał z biologii, chemii, ale także mnóstwo interesujących wykładów z dziedziny sztuki; wykłady o muzyce, o dziełach sztuki, muzeach. Także historia czy język angielski.
Bardzo ważnym działem Khan Academy jest informatyka, w tym programowanie. Nauka programowania, która przyda się początkującym, ale również tym, którzy marzą o studiowaniu informatyki.
Najlepszy kurs uczący języka JavaScript (442 lekcje), całkowicie za darmo i interaktywnie. Już podczas wykładu uczeń może wypróbowywać jak i co działa, a efektem finalnym kursu jest rysunek złożony z figur geometrycznych – niektórzy rysują bałwanka, talerz z posiłkiem, ale są i tacy, którzy są w stanie narysować wieżę Eiffle’a po takim kursie.
Ciekawy kurs przygotowało też studio Pixar. Kurs „Pixar w pigułce” powstał, żeby pokazać jak szkolne przedmioty są wykorzystywane na co dzień do tworzenia niezwykłych filmów. Interaktywne lekcje pokazują jak powstają animacje, ale także przemycają treści fizyczne czy matematyczne np. trygonometrię czy optykę.
Jak wykorzystać Khan Academy ?
Materiały z Khan Academy znakomicie nadają się do nauki indywidualnej, można je też traktować jako rozwijanie swoich zainteresowań, czy rzetelnego zgłębiania różnych problemów, filozoficznych, religijnych czy medycznych.
Innym sposobem korzystania z Khan Academy jest metoda odwróconej lekcji. Nauczyciele mogą materiały z tego źródła zadawać uczniom do przestudiowania w domu, a na lekcji zająć się rozwiązywaniem praktycznych problemów. Metoda ta pozwala na rzetelne przygotowanie się ucznia do lekcji w jego tempie, dogodnym miejscu i czasie, pozwala też rodzicom towarzyszyć w takim przygotowaniu.
Nauczycielom z kolei umożliwia skupienie się na praktycznych działaniach, indywidualnej pomocy uczniom, a nie na transmisyjnym przekazywaniu wiedzy.
Być jak Kolumb
Nie możemy zamykać się na zmiany, bo one dzieją się na naszych oczach i są jak najbardziej realne. Musimy edukować ludzi tak, by sprostali zmieniającym się wymaganiom, potrafili się dostosować do nowej rzeczywistości i znaleźć swoje w niej miejsce. Nie jest to łatwe zadanie. To, o czym według profesora trzeba myśleć, to kształcenie umiejętności, a w tym umiejętności uczenia się przez całe życie.
Szczególnie ważna wydaje się nauka koncentracji i przetwarzania informacji. Dziś dotarcie do nich nie jest problemem, ale odróżnienie informacji ważnych od tych nieistotnych, staje się coraz trudniejsze nawet dla świadomych dorosłych.
Edukacja nie kończy się w szkole, tam powinna się zaczynać i to od nabycia umiejętności samodzielnego uczenia się. W uczniach musimy budzić ochotę i siłę do nauki, otwartość umysłu, zdolność do traktowania porażek jako ważnego elementu procesu uczenia się, wytrwałość i wiarę w siebie.
Szkoła musi stawiać na relacje, uczyć wartości, samodzielności i odpowiedzialności.
Nie możemy bać się zmian, musimy im stawić czoła, tak jak Krzysztof Kolumb, kiedy wyruszał na odkrycie nieznanego. Nie wiemy, co nas czeka, ale sama podróż jest już niezwykłą przygodą.
Opublikowane na blogu Superbelfrzy http://www.superbelfrzy.edu.pl/relacje/edukacja-jest-przygoda/ i na stronie Edunews https://www.edunews.pl/nowoczesna-edukacja/e-learning/4260-edukacja-jest-przygoda-czyli-wiecej-o-khan-academy

Zmiana jest w naszej głowie

„Zmiana jest w naszej głowie, trzeba uwierzyć że mamy wpływ…. Mam odwagę realizować własne wizje i pomysły i wierzę w ich słuszność …” – to słowa Ewy Radanowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej w Radowie Małym ze spotkania Eduzmieniaczy, które miało miejsce 14 kwietnia w Sejnach.
Okazało się ono niewątpliwie sukcesem organizacyjnym. Na spotkanie przygotowane przez SETI (Sejny English Teacher Initiative) przybyło około 100 nauczycieli, rodziców, dyrektorów szkół, przedstawicieli administracji i organizacji. Wszyscy oni nie tylko słuchali w skupieniu, zadawali istotne pytania, ale przede wszystkim wcale nie chcieli kończyć spotkania. Wielu chce spotkać się z panią Ewą ponownie, część zapraszała ją do swoich szkół, inni deklarują chęć odwiedzenia szkoły w Radowie Małym (pan burmistrz Sejn, Arkadiusz Nowalski, zobowiązał się do zorganizowania transportu dla chętnych nauczycieli). Co jednak chyba istotniejsze, każdy z tego spotkania wyniósł coś innego, coś, co pozwoli mu wprowadzać zmianę, jeśli nie w swojej szkole, to chociaż w swojej klasie, na swoich lekcjach, w swoje rodzinie.
Ewa Radanowicz zrobiła rewolucję w systemie, a system się nawet nie zorientował” – tak skomentował wystąpienie pani Ewy, dyrektor Ośrodka Kultury w Sejnach, Krzysztof Dziemian.
Przede wszystkim pani dyrektor SP w Radowie Małym opowiedziała nam o tym, jak zaczęła się ta rewolucja w myśleniu o szkole. Szkoła – znajdująca się w regionie, gdzie wiele osób straciło pracę i perspektywę znalezienia innej – osiągnęła na sprawdzianie szóstoklasisty najniższy wynik w Polsce. Skoro więc nie mogło być już gorzej, zaczęły się rozmowy o tym, co można zrobić, by odbić się od dna. Wnioski były dość radykalne, szkoła nie może uczyć tak, jak uczyła do tej pory, nie może uczyć tylko podstawy programowej, ale umiejętności. Musi stworzyć warunki i przestrzeń do tego, by dzieci chciały się uczyć. To dziecko ma być w centrum uwagi. Jego dobro musi być nadrzędne. To szkoła, szczególnie w tak trudnym środowisku, powinna dać dzieciom wsparcie, pozwolić uwierzyć im we własne siły, dostrzec ich mocne strony i je wspierać. Dziecko, żeby się uczyć, musi być szczęśliwe.
Wystąpienie Ewy dotyczyło jej szkoły i odpowiedziało na wiele naszych pytań. Jak zorganizować środowisko uczenia się, by szkoła pozwalała dzieciom poczuć się jak u siebie w domu? Jak stworzyć miłą i przytulną przestrzeń, i to nie tylko w wymiarze fizycznym, ale przede wszystkim w wymiarze relacji?
Szkoła powinna być miejscem odkrywania talentów, dostrzegania i reagowania na potrzeby dzieci. Nauczyciele mają dzieciom w tym procesie tylko empatycznie towarzyszyć. Dopiero w takiej przestrzeni skierowanej na zaspokajanie podstawowych potrzeb dziecka, można zacząć uczyć tego, co jest najbardziej przydatne w życiu. A podstawa programowa zrealizuje się sama.

Jak konkretnie zorganizowane zostały zajęcia w szkolnych pracowniach tematycznych?

Każda pracownia ma swój autorski program i do każdej pracowni zostały przypisane konkretne kompetencje – np. w pracowni teatralnej uczy się pracy w grupie, słuchania, mówienia, prezentowania się oraz rozwiązywania problemów w sposób twórczy. Metodą, która sprawdza się tu znakomicie jest metoda dramy. W pracowni podróży dzieci uczą się szukać i korzystać z informacji znalezionych w różnych źródłach – np. z biblioteki, Internetu czy mapy. W pracowni kulinarnej nabywają umiejętności matematycznych – liczenia, mierzenia, ale także organizowania sobie pracy, planowania, pisania i działania według instrukcji, pracy w grupie, brania odpowiedzialności za swoją pracę i oceniania jej jako procesu.
W tak zorganizowanym procesie istotne jest jeszcze to, że grupy spotykające się w pracowniach są wymieszane wiekowo. Starsi uczniowie w ten sposób stają się opiekunami i przewodnikami młodszych. Obowiązkiem wszystkich jest sprzątanie i dbanie o porządek w pracowniach. Na zajęciach tych nie ma też ocen, co jest szczególnie istotne w uczeniu dzieci o różnych potrzebach edukacyjnych i metodą projektu.

Jak zostały zorganizowane etapy edukacji?

Szkoła ma swoje przedszkole, funkcjonujące na podobnych zasadach. Pierwszy etap nauki w szkole to edukacja w działaniu.  Celem – pokazanie jaki jest świat. Dzieci uczą się w blokach w grupach mieszanych, majsterkują, wykonują różne prace, sprawdzają, jak co działa, popełniają błędy i dokonują kolejnych prób.
Celem drugiego etapu jest opisywanie świata za pomocą języków – także języka matematyki – i za pomocą sztuki. Zajęcia, również w grupach mieszanych wiekowo, odbywają się w pracowni humanistycznej „Graty i antykwariaty” i w pracowni przyrodniczo – matematycznej „Laboratorium doświadczania świata”. Poza tym odbywają się też lekcje „normalne” w tradycyjnych klasach.

Czy oferta szkoły pozostaje niezmienna?

Pani dyrektor ciągle ma nowe pomysły. Marzy jej się leśne przedszkole i więcej edukacji realizowanej na świeżym powietrzu.
Tym, co świetnie funkcjonuje już od kilku lat jest „Biuro Pracy Indywidualnej”, do którego zadania projektowe, detektywistyczne czy dotyczące środowiska uczniów, zostały przygotowane przez zespół polonistów i matematyków. Poza kształceniem umiejętności wynikających ze specyfiki przedmiotów, najistotniejsze w tej pracowni jest planowanie i organizowanie pracy indywidualnej. Nauczyciele są tutorami i pomagają w tym procesie, ale kluczowy w tej dodatkowej pracy uczniów, jest wybór zadań, które chcą zrealizować i wybór sposobu, miejsca i czasu ich realizacji. Uczniowie dzielą się wynikami swojej pracy w „Dniach eksperckich”.
W szkole duży nacisk kładzie się na zajęcia ze sztuki, na kształcenie wyobraźni i kreatywności. Odbywają się warsztaty pracy niekonwencjonalnej, dla chętnych warsztaty terapii zajęciowej, pedagogicznej i socjoterapii. W szkole działa też Szkolny System Wsparcia Uczniów i Nauczycieli. Obowiązują wspólnie ustalone zasady – wspólnie, czyli przez dzieci, nauczycieli, rodziców i pracowników obsługi. Najważniejszą zasadą jest zasada wzajemnego zaufania.

Co wydaje się  trudne we wdrażaniu tej zmiany?

Nie jest trudne napisanie programów autorskich, tworzenie własnych zadań czy odejście od tradycyjnego oceniania uczniów, ale naprawdę trudne jest zapomnienie o tym, kim jest nauczyciel. Nauczyciel musi przestać być nauczycielem, tym który wszystko wie, wszystko potrafi i odpowie na każde pytanie, najlepiej to zadane przez siebie. Nauczanie transmisyjne musi zostać zastąpione stwarzaniem warunków do pracy, stawianiem zadań, towarzyszeniem w procesie zdobywania umiejętności przez uczniów. Aby być skutecznym w takiej roli nauczyciel musi wycofać się, cierpliwie obserwować, pozwalać działać, cieszyć się z błędów i dawać informację zwrotną. Musi, jak mówi Pernille Ripp w swojej książce „Uczyć (się) z pasją”  zwrócić klasę uczniom:
Zwrócenie uczniom ich klasy było jedną z najistotniejszych zmian, jakich dokonałam w mojej nauczycielskiej pracy. (…)Według mnie być skoncentrowanym na uczniach oznacza skupić się na tym, co robią oni, a nie na tym, co robi nauczyciel. Wielu może powiedzieć: „Ależ my już to robimy!”. Myślę jednak, że często wygląda to tak: omawiamy określony materiał, uczniowie słuchają, a potem muszą wykonać jakąś pracę na dowód, że wysłuchali lekcji uważnie. Każdy etap zajęć jest z góry ustalony i zaplanowany. To my wybieramy ścieżkę, którą podążymy, a potem poganiamy uczniów, by zdążyć dojść do celu i przejść do kolejnego tematu. Podczas tradycyjnych lekcji rzadko poświęcamy czas na odkrywanie i zrozumienie – musimy przecież zrealizować program.(…) Wielu ekspertów wypowiadało się już, jak tworzyć przestrzeń edukacyjną skoncentrowaną na uczniach. Ja nie jestem ekspertem ani nie podążałam za modelowymi instrukcjami, kiedy wprowadzałam zmiany w swoim sposobie uczenia. Zaufałam natomiast temu cichemu głosikowi, który słyszałam w sobie od tak dawna. Być może i wy słyszycie taki głos – zatrzymajcie się więc i posłuchajcie go.”*
Podobnie mówi Ewa Radanowicz: „Zmiana jest w naszej głowie, trzeba uwierzyć w to, że mamy wpływ.”  O sobie mówi, że jest normalną nauczycielką, dyrektorką, nie siłaczką czy superwoman. Ma jednak w sobie to czego brakuje często innym – odwagę, by realizować własne wizje i pomysły. I wierzy w słuszność tego, co robi.

Mój wpis zamieszczony też na blogu superbelfrów http://www.superbelfrzy.edu.pl/relacje/zmiana-jest-w-naszej-glowie/ i na stronie edunews ( z małymi zmianami) https://www.edunews.pl/system-edukacji/szkoly/4239-zmiana-jest-w-naszej-glowie

sobota, 9 grudnia 2017

Inspiracje edukacji

"Dzieci rodzą się ze skrzydłami. Nauczyciele pomagają im je rozwinąć"Janusz Korczak

To motto wczorajszego spotkania w Sejnach z inicjatywy grupy SETI (Sejny English Teacher Initiative) z nauczycielami LO. Dyskutowaliśmy nad fenomenem fińskiego sukcesu, który naszym zdaniem Finowie zawdzięczają oddzieleniu edukacji od polityki, uczynieniu edukacji sprawą całego społeczeństwa, prestiżowi nauczyciela, którym trudniej zostać niż lekarzem czy prawnikiem, edukowaniu nauczycieli w szkołach przypisanych do uniwersytetów, gdzie mają oni wiele godzin praktycznych zajęć po opieką nauczycieli, będących równocześnie pracownikami naukowymi uniwersytetów. 
Jednak to, co ma na największy wpływ na edukację w Finlandii to cecha narodowa Finów, coś, co określa się słowem „sisu” – to pojęcie fińskie, którego nie da się bezpośrednio przetłumaczyć. Oznacza zespół cech takich, jak wytrzymałość, upór i siłę woli, ale również odwagę, dumę i determinację w dążeniu do określonego celu wbrew przeciwnościom. To, co jeszcze uderza przy analizowaniu edukacji fińskiej, to kwestia zaufania i autonomii oraz samodzielności. Zaufania społeczeństwa do nauczycieli, pewność, że są to profesjonaliści, którzy wiedzą, co robią. Zaufanie do dzieci, wiara w to, że one są w stanie podążać właściwą drogą, gdy im się na to pozwoli. Zaufanie to podstawa relacji, które z kolei są kluczowe w całym procesie nauczania i uczenia się w szkole. Zaufanie instytucji nadzoru pedagogicznego do szkół i nauczycieli, brak presji, postawienie na autonomię i samodzielność szkół, które mogą w ramach bardzo ogólnego dokumentu, odpowiadającego naszej podstawie programowej, zdecydować czego i jak będą uczyć. I jeszcze jedna ważna cecha to brak rywalizacji między szkołami, brak jakichkolwiek rankingów, porównań, upubliczniania wyników egzaminów. Te ostatnie zresztą są tylko na koniec szkoły. Czy to cechy fińskiej szkoły, czy po prostu dobrej szkoły? 
Czy tylko Finowie mogą takie szkoły stworzyć?
Na spotkaniu w Sejnach starałam się pokazać, że takie szkoły w Polsce już istnieją i że istnieją w ramach naszego systemu, który tak naprawdę daje nam dużo większa autonomię niż często nam się wydaje. Oczywiście wiele zależy od dyrektorów, więc jeśli to dyrektor jest tą osobą, która ma wizję i koncepcję wprowadzania zmian, to cały proces może się udać i w naszych warunkach. Opowiadałam nauczycielom o szkole w Nędzy, szkole, której dyrektorem jest Superbelfer Maria Czerwińska. Opowiadałam też o Superbelfrze Ewie Radanowicz, której nie poznałam osobiście, ale  której szkoła w Radowie Małym bardzo mi się podoba. Obie właśnie brały udział w kongresie Przywódców Edukacji i mam nadzieję, że o tym wkrótce opowiedzą. A to tylko dwie osoby z całej grupy  Superbelfrów, którym przecież udaje się zmieniać szkołę na co dzień.
Opowiadałam też naszym nauczycielom o budzących się szkołach i inspiracjach ze szkół niemieckich, o Margret Rasfeld, o Marzenie Żylińskiej,  która koncepcję Budzących się szkół wprowadza w Polsce, o Bożenie Będzińskiej-Wosik, która jest dyrektorem Szkoły Podstawowej w Łodzi i w swojej szkole wprowadziła już wiele zmian, między innymi zmieniając ocenę niedostateczną na ocenę „jeszcze nie”, rezygnując z ocen w nauczaniu przedmiotów artystycznych czy wychowania fizycznego, ograniczając podręczniki na rzecz materiałów tworzonych też przez uczniów, zagospodarowując przestrzeń szkoły w sposób przyjazny dla dziecka.
To, co uderza w tych szkołach, podobnie jak w szkole fińskiej, to dbałość o relacje, o rozwój ucznia, o radość z uczenia się, odkrywania mocnych stron uczniów, zróżnicowana aktywność uczniów, oderwanie ich od szkolnych ławek i klasy, integracja przedmiotowa, dbałość o wszechstronny rozwój, czas na przyjemności i relaks. 
Przypomnijmy sobie Korczaka, to jak z szacunkiem i uwagą traktował dzieci. Zadajmy sobie pytanie, czy chcielibyśmy być uczniami w swojej szkole. Jeśli nie, to spróbujmy tę szkołę zmienić. Eduzmieniaczem może stać się każdy z nas, nauczyciel, rodzic, uczeń. Szukajmy inspiracji, Inspirujmy innych. Zaufajmy najpierw sobie, uwierzmy w swoją edumoc i zacznijmy zmieniać nasze szkoły. 

sobota, 11 listopada 2017

Jak wykorzystać padlet w szkole, klasie i nie tylko?

Chciałabym dziś napisać, jak wykorzystuję padleta i dlaczego właśnie padlet wydaje mi się bardzo wszechstronną aplikacją.

Pierwsze wykorzystanie to rodzaj kroniki, jaką prowadzę dla naszej grupy SETI ( Sejny English Teacher Initiative). To zespół nauczycieli z Sejneńszczyzny i sąsiedniej Litwy, z którymi spotykamy się raz w miesiącu, by wzajemnie się uczyć i rozwijać. Na swoim padlecie zapisałam historię naszych ponad dwuletnich spotkań. Każdy wpis mogłam wzbogacić zdjęciem, prezentacją czy linkami do omawianych przez nas stron, artykułów, pomysłów.  W ramach SETI gościliśmy w Sejnach Lecha Mankiewicza, który opowiadał nam o Khan Academy i innych inicjatywach, Ludmiłę Rycielską, autorkę projektu SALA.  Taką kronikę mogą oglądać członkowie SETI i wszystkie osoby, które otrzymają ode mnie link. Mogą otwierać załączniki i wstawiać własne posty czy komentować te już zamieszczone.  Można taką kronikę również wydrukować w formie PDF.
Do czego jeszcze używam padleta?
Tworzę padlet dla swoich uczniów. Jeden z padletów, który założyłam związany jest z tzw. black stories, czyli opowieściami - zagadkami. Opowiadam więc zagadkę – opublikowałam ją w padlecie Black stories Romeo i Juliet – o tajemniczej śmierci Romea i Julii, którzy leżą na podłodze wśród pokruszonego szkła i w kałuży wody, okno w pokoju jest uchylone, wieje wiatr, nie ma nikogo w domu. Zadaniem uczniów jest rozwiązać zagadkę poprzez zadawanie właściwych pytań. Nauczyciel (prowadzący zabawę) odpowiada na postawione pytania: tak, nie, brak związku. W grę oczywiście można zagrać bez padleta ( a zestawy black stories wydane zostały w postaci kart), ale dzięki użyciu padleta na lekcji możliwe jest interaktywne zadawanie pytań przez uczniów. Jeśli korzystamy z tablicy interaktywnej i mamy dostęp do internetu, to pytania zadawane przez uczniów za pomocą telefonów pojawiają się na tablicy i nauczyciel wtedy na nie odpowiada. Możemy włączyć opcję w udostepnieniach: „można moderować”, by móc poprawiać wpisy uczniowskie, zanim pojawią się na tablicy widoczne dla wszystkich.   O tyle jest to lepsze niż zapisywanie pytań na tablicy, czy po prostu ich zadawanie nauczycielowi, że więcej uczniów ma odwagę zadać pytanie, wszyscy uczniowie widzą pytania i można do nich łatwo wrócić, rozwiązując zagadkę. Można też poprosić uczniów, by zadali jedno lub więcej pytań w domu. I dopiero na lekcji zacząć odgadywanie zagadki. Można taki padlet użyć wielokrotnie, usuwając posty czy je przerabiając.
Inne wykorzystanie padleta to zadanie dla uczniów. Mój padlet dla klasy III gimnazjum polegał na ułożeniu definicji do pojęć związanych z kulturą, akurat ten padlet dotyczył języka angielskiego, słownictwa związanego z kulturą i zdań złożonych z where, which, who . Zadaniem uczniów było zdefiniować pojęcie otrzymane na kartce i dobrać do niego odpowiednią ilustrację. Po wykonaniu tego zadania przez uczniów i zatwierdzenia ich postów na tej stronie, zmieniłam to zadanie, na zadanie z lukami, które z kolei uczniowie mogą rozwiązywać w ramach powtórzenia czy podsumowania wiadomości.
Można też padlet potraktować jako  miejsce gromadzenia linków czy innych materiałów związanych z danym tematem czy przypisanym do danej klasy jako aktualna tablica z wiadomościami, tablica związana z danym działem czy omawianą lekturą.  Można ją potraktować jako miejsce, gdzie uczniowie wypowiedzą się na określony temat, opowiedzą o sobie, czy zrobią wspólny projekt, wymienią się materiałami czy pomysłami.
Korzystanie z padleta jest na tyle proste i intuicyjne, że wystarczy krótkie szkolenie, by uczniowie czy nauczyciele sobie z nim poradzili. Podzielenie się linkiem do padleta bez opcji zmieniania postów czy komentowania pozwoli na wyświetlenie przez inne osoby tablicy z przygotowanymi materiałami, linkami czy wiadomościami, zgromadzonymi w jednym miejscu.

Warto przetestować też różne sposoby wyświetlania i układania treści na stronie, które oferuje ta aplikacja, w postaci kolumn, strumieniowo, czyli posty jeden pod drugim,  w postaci siatki czy ściany. Przy tworzeniu padleta można spersonalizować jego nazwę.  A link do padleta można uzyskać też w postaci kodu QR.   

sobota, 4 listopada 2017

Jak urozmaicić zadania domowe stosując TIK? część 2 - Quizlet


Quizlet to kolejna aplikacja chętnie stosowana przez anglistów, ale nadająca się do wykorzystania przez nauczycieli różnych przedmiotów i przez uczniów do samodzielnej nauki, powtórek na telefonie w czasie dojazdu do szkoły czy czekania na autobus. Tak, jak w części 1 o grze Kahoot!, piszę dziś o aplikacji, którą można wykorzystać w pracy domowej, ale równie dobrze sprawdzi się na lekcji.
Podstawową funkcją Quizleta jest nauka słówek w postaci fiszek, ale w różnej formie. Fiszki w gotowych zestawach można czytać, odsłuchiwać, poprawnie zapisywać, przeliterowywać, testować czy grać. Ta wersja jest dostępna bez rejestracji.  
Jednak nauczyciel lub uczeń po darmowej rejestracji ma możliwość tworzenia własnych zestawów. I mogą  to być na przykład definicje do pojęć. Wpisałam przed chwilą w quizlecie słowo „pojęcia” i pokazało mi się 20 stron z ponad 20 quizami na stronie, czyli tylko pod takim tytułem można znaleźć kilkaset quizów z różnych przedmiotów. Trzeba je przetestować przed użyciem lub wykonaniem własnych, żeby samemu się przekonać, co się sprawdzi w naszym przypadku.
Quizleta można wykorzystać w mniej typowy sposób, na przykład do uczenia pisania. Niedawno za pomocą tej aplikacji wykonałam dla swoich uczniów w gimnazjum zadania na pisanie typowo egzaminacyjnego  maila z języka angielskiego. Mogę się podzielić linkiem do tego testu z uczniami czy nauczycielami korzystając z opcji „share”. Mogę też wydrukować wygenerowany test, korzystając z kilku możliwych opcji. I ja tak właśnie zrobiłam –  przygotowałam test tak, by mieć mail w częściach i zadaniem uczniów było ułożyć z niego całość przez czytanie, uczenie się na pamięć i zapisywanie już w całości. Oczywiście można to równie dobrze zrobić w edytorze tekstu, ale quizlet pozwala na wielokrotne i samodzielne (również w domu) ćwiczenie zarówno pisania jak i komponowania tekstów według podanych wskazówek. Uczniowie mogą też edytować quiz i na przykład dokonać tłumaczenia albo napisać innego maila według tego samego wzoru.
https://quizlet.com/_3y4auh    
Quizlet pozwala też na wielokrotne wykonanie zadania w formie gry, bo uczeń pokonuje sam siebie, walcząc o najlepszy czas wykonania zadania ( match -  dopasuj). To samo zadanie można  zrobić w klasie na tablicy interaktywnej, sprawdza się znakomicie, gdy uczniowie kolejno na jednym koncie mierzą się z najlepszym czasem.
Znakomitą opcją do wykorzystania w klasie, na przykład w formie sprawdzenia zadania domowego, jest Quzizlet live. Wymaga on skorzystania z kilku urządzeń mobilnych, co najmniej 6. Po wybraniu opcji Quizlet live dostępnej przy każdym zestawie fiszek (lepiej wybrać tradycyjne zestawy, które zawierają więcej elementów) uczniowie otrzymują PIN do wpisania na telefonie czy komputerze, aplikacja  dzieli uczniów na zespoły i nadaje im nazwy. Uczniowie powinni usiąść w swoich grupach i współpracować (można też dołączyć do tych grup osoby bez dostępu do telefonu). Należy zapoznać uczniów z zasadami, np. wyświetlając demo aplikacji. Uczniowie wybierają poprawną odpowiedź, jeśli się wyświetla na ich ekranach, nie klikają w przypadkową, bo to sprawia, że gra zaczyna się od początku. Gra jest emocjonująca, ale i przy okazji uczy, bo po każdym błędzie wyświetlane są poprawne odpowiedzi, więc uczniowie mają szansę się poprawić, czyli nauczyć się czegoś. Polega też na współpracy w ramach zespołu i na rywalizacji z innymi grupami. Gra daje też nauczycielowi informację, co uczniowie umieją, bo po zakończeniu gry pojawiają się jakie najczęściej mylone przez uczniów odpowiedzi. Możliwe jest również zorganizowanie quizlet live poza klasą, ale wymaga to synchronizacji i dyscypliny uczestników.

Warto jednak poeksperymentować z różnymi opcjami i nauczyć uczniów tworzenia własnych zestawów, również dlatego, że jest to bardzo efektywne narzędzie do uczenia się samodzielnego.